Przykładowy budżet domowy

Jak kontrolować budżet domowy?

Nawet, gdy do tej pory udawało Ci się nie wpadać w deficyt budżetowy,  to warto zacząć systematyczne zapisywanie, na co ile wydajesz, a na końcu każdego miesiąca porównaj swoje dochody z wydatkami.

I w ten oto sposób zostanie stworzony Twój budżet domowy.

Pamiętaj! Spisywanie dochodów to nie tylko sztuka dla sztuki. Bardzo szybko przekonasz się o tym, że dzięki analizie poszczególnych kategorii wydatków będziesz mógł wyeliminować te niepotrzebne i nauczy Cię to oszczędzania.

Jak stworzyć budżet domowy?

1) W grubym zeszycie przeznaczasz po kilka kartek na każdy miesiąc roku.

2) Wpisujesz pod nazwą miesiąca dochody domowników i dodajesz je do siebie.

3). Na kolejnych kartkach zapisujesz skrupulatnie wydatki, dzieląc je na kategorię.

4) Zsumuj wydatki.

Pamiętaj! Nie możesz pominąć także niewielkich wydatków (np. opłat za przelewy, karne odsetki, bo i także wpływają na budżet domowy.

Przykład budżetu domowego

Miesięczne dochody

Pensja męża …………..2500 zł
Pensja żony ……………1800 zł
Stypendium syna …….300 zł

Razem:………………….4600 zł

Miesięczne wydatki

Opłaty stałe

Czynsz i woda…………..550 zł
Energia elektryczna……100 zł
Telefon i Internet ………120 zł
Telefony komórkowe …..200 zł

Razem…………………….970 zł

Żywność

Zakupy w domu ………..1600 zł
Obiady w pracy, na mieście…400 zł

Razem …………………………2000zł

Komunikacja

Samochód ……………………. 450 zł
Bilety ………………………….. 250 zł

Razem……………………………700 zł

Odzież i Obuwie

Buty dla żony ………………….150 zł
Bluzka dla córki ………………..60 zł

Razem: …………………………..210 zł

Środki czystości i kosmetyki

Detergenty, worki do odkurzacza ….80 zł
Kosmetyki ………………………………120 zł

Razem ……………………………………200 zł

Zdrowie

Dentysta ………………………………….150 zł
Leki …………………………………………100 zł

Razem ………………………………………250 zł

Wszystkie wydatki.……………………….4330 zł
Deficyt ………………………………………brak

Jak zaoszczędzić modyfikując powyższy budżet domowy?

1) Można oszczędzać wodę, wybrać tańszy plan taryfowy na telefon i zrezygnować z jednej komórki na abonament na rzecz komórki na kartę. Tutaj można zyskać 50-70 zł

2) Warto ograniczyć jedzenie poza domem. Jest to oszczędność co najmniej 100 zł.

3) Koszt benzyny wskazuje na dużo wyjazdów na krótkie trasy (np. do miejsca pracy, które znajduje się blisko miejsca zamieszkania) lub do sklepu. Można np. częściowo samochód zamienić na rower. To oszczędność co najmniej 150 zł.

Można razem zyskać dodatkowe 300 zł.

To Ci może pomóc

Wcale nie musisz zarabiać więcej, żeby mieć więcej pieniędzy»

Dowiedz się jak skutecznie dbać o budżet domowy i finanse osobiste. 101 praktycznych porad jak oszczędzać w czasie kryzysu»

Co zrobić, aby Twój dom stał się tani w utrzymaniu? (Jakie mądre działania sprawią, że będziesz mieć więcej pieniędzy?)»

 

Zarządzanie finansami domowymi

Jak zarządzać budżetem domowym?

Pamiętaj! Finansami domowymi trzeba zarządzać tak, jak szef firmy zarządza jej kapitałem.

Konstruowanie budżetu domowego rozpocznij od spisania wydatków z ubiegłego miesiąca. Musisz sprawdzić krok po kroku, na co wydałeś swoje pieniądze. Spisz na kartce:

  • ile wyniosły cię opłaty stałe, a więc rachunki, spłata rat;
  • ile nieplanowane wydatki (np. urodziny najbliższych, koszty naprawy zepsutego samochodu itp.);
  • ile wydatki konieczne ( np. żywność, paliwo, środki czystości).

Pamiętaj! Już samo rozpisanie Twoich wydatków da Ci świadomość tego, jak rozporządziłeś swoimi dochodami i co pochłonęło najwięcej pieniędzy. Dzięki czemu będziesz wiedział co możesz zmienić.

Budżet domowy krok po kroku

Zaczyna się go od spisania wszystkich przychodów, a także przygotowania listy wydatków, które czekają na Ciebie w najbliższym miesiącu.

Pierwszą rubryką na liście wydatków powinny być koszty stałe (czynsz, rachunki za telefon, telewizję i Internet, prąd, gaz, ogrzewanie oraz bilety lub paliwo, a także raty spłaty kredytu). Trzeba podliczyć, ile w sumie to pieniędzy. Resztę wydatków dostosowuje się do nich.

Jeżeli okaże się, że za dużo wydajesz pieniędzy, to musisz zastanowić się na tym, na co wydajesz najwięcej.

Jeżeli płacisz zbyt wysokie rachunki za telefon, to niestety musisz ograniczyć rozmowy, gdy Twój budżet domowy uszczuplają rachunki za energię, to zacznij ją oszczędzać.

Pamiętaj! Opłaty stałe, które nie są płacone w terminie = odsetki. Dlatego mają one tak ważne miejsce w planowaniu domowych finansów.

Wydatki stałe nie powinny przekroczyć 20-30% miesięcznych dochodów.

Finansometr ING Bank Śląski – Przejrzysty system do zarządzania finansami osobistymi, dostępny w ramach bankowości internetowej ING»

Następną rubryką powinna być rubryka dotycząca wydatków na żywność, środki czystości, kosmetyki, leki oraz ewentualnie odzież i obuwie.

Oczywiście nie możesz zrezygnować z ich zakupu, ale możesz na nich zaoszczędzić.

Dlatego warto poszukać najtańszego sklepu w okolicy, a na zakupy wybieraj się zawsze z listą, na której powinny znaleźć się produkty, które są Ci najbardziej potrzebne.

Pamiętaj! Porównuj ceny i wybieraj większe opakowania, bo w ostatecznym rachunku i tak wyjdzie taniej.Zakupy butów i odzieży planuj w okresie wysprzedaży sezonowej.

Na konsumpcje bieżącą staraj się nie wydawać więcej niż  60-70% miesięcznych dochodów.

Dowiedz się skutecznie dbać o budżet domowy i finanse osobiste. 101 praktycznych porad jak oszczędzać w czasie kryzysu»

No i na koniec rubryka z niezaplanowanymi (okazjonalnymi) wydatkami, np. upominki na urodziny kogoś z rodziny lub zapłata dla fachowca, ale także wydatki za kulturę (książki, kino, teatr).

Przeznacz na to 10% środków, którymi dysponujesz.

Pamiętaj! Później w ciągu miesiąca zapisuj wszystkie wydatki.

Miesięczne dochody dzielisz na cztery części:

  • rachunki i spłata długów;
  • żywność i środki czystości;
  • nieplanowane wydatki;
  • oszczędności.

Każdy wydatek wpisujesz w odpowiednią rubrykę.

Pamiętaj! Nie możesz żonglować pieniędzmi i sięgać po środki, które przeznaczyłeś np. na rachunki i kupić za nie żywność. Musisz trzymać wcześniej ustalonych zasad, bo jest to bardzo ważne, jeżeli chcesz mieć kontrolę nad własnymi finansami.

Pod koniec miesiąca podliczasz dokładnie wszystkie wydatki. Uzmysłowi Ci to, na co wydajesz najwięcej pieniędzy, będziesz wiedział co musisz ograniczyć, a na co możesz sobie pozwolić. Po kilku miesiącach systematycznego notowania i dzielenia pieniędzy zauważysz pewną regularność, czyli zdobędziesz wiedzę na co każdego miesiąca idzie ci najwięcej pieniędzy. Dowiesz się także, które wydatki możesz w ogóle wyeliminować.

Jak wykorzystać sprawdzone sposoby oszczędzania i świadomie rozporządzać swoimi pieniędzmi?»

Lokowanie oszczędności

Jeżeli zaczniesz planować swoje finanse, to bardzo szybko przekonasz się, ze jest to opłacalne i wtedy będziesz musiał zastanowić się co zrobić z oszczędnościami, bo trzymanie ich w skarpecie na pewno nie jest dobrym pomysłem.

Dobrym rozwiązaniem jest umieszczenie ich na koncie oszczędnościowym lub lokacie bankowej. Są one tam oprocentowane, a więc będą dla Ciebie pracować i przynosić Ci zysk.

Łatwiej też będziesz mógł kontrolować finanse domowe, bo bank wysyła regularne wyciągi, na których wskazane są operacje wykonane w danym miesiącu. Masz zatem pełną kontrole na tym, ile wydajesz i na co wydajesz swoje pieniądze.

Program do domowego budżetu

Program do kontroli wydatków domowych

Jeżeli chcesz kontrolować swój budżet domowy, to warto wykorzystać do tego programy komputerowe. Są one łatwe w obsłudze.

Najprostsze w obsłudze narzędzia zasadniczo zastępują tylko arkusz kalkulacyjny typu Excel. MoneyZoom.pl oraz MojeGrosze.pl to systemy, które wymagają od nas zarówno wprowadzenia, jak i przypisania wydatków do poszczególnych kategorii. Analiza  budżetu domowego jest mocno ograniczona.

Użytkownik może skumulować wydatki w poszczególnych kategoriach oraz zestawić je z założonym budżetem domowym, na bieżąco kontrolując, czy nie przesadził oraz przejrzeć historię operacji.

Prosty w obsłudze jest także system Benefi.pl, dzięki któremu możemy kontrolować wydatki na kontach, monitorować realizację budżetem domowym. Wadą tego systemu jest to, że nie znajdziemy w nim żadnej formy zarządzania oszczędnościami.

Jeżeli chodzi o CashControl.pl i iFIN24.pl, to oferują one użytkownikowi dodaną opcję pobierania danych z konta bankowego, co ułatwia zarządzanie płynnością. Dodatkową zaletą iFIN24.pl jest mocno rozbudowana cześć analityczna.

Mamy możliwość spróbowania np. porównania ze sobą wydatków z poszczególnych kategorii w następujących po sobie miesiącach,a także, co najważniejsze,planować oszczędności, ustawiać cele oraz monitorować ich realizację.

Bardzo ciekawą propozycją są systemy MojeOszczednosci.pl oraz Kontomierz.pl.

Tutaj w zależności od potrzeby możemy ustalić budżety domowe na podstawie limitów wydatków lub na podstawie celów oszczędzania.

Natomiast Fins.pl nie posiada co prawda automatycznego pobierania danych z konta bankowego, ale za to bardzo dobrze motywuje użytkownika do oszczędzenia. Cele są jasno określone, a ich realizacja jest bardzo fajnie przedstawiona wizualnie.

Budżet gospodarstwa domowego

Zarządzanie budżetem domowym

Czwarta droga

Artykuł jest fragmentem publikacji “Czwarta droga” – autorstwa Pawła Nowaka

Przełom w budżecie domowym

Trudne wyzwanie

Piotr już w akademiku marzył o własnym domu z ogrodem. Zaczął pracować, założył rodzinę i stale się rozwijał. Zarabiał dobrze i właściwie wszystkie dochody inwestował w budowę — realizował swoje marzenie. Kiedy był już prawie u celu, nagle, zupełnie nieoczekiwanie, odszedł z pracy. Wyobrażasz sobie sytuację, w jakiej się znalazł?

Dom marzeń — niczym zamek

Piotr nigdy nie chciał rozmawiać ani o oszczędzaniu, ani o inwestowaniu oszczędności. Miał z tym złe doświadczenia: kiedyś zainwestował, nawet dwukrotnie, i stracił. Niedużo, ale był niezadowolony — i to tym bardziej że widział, jak agent, któremu dał się namówić na inwestowanie, przesiadł się do nowego samochodu. W efekcie Piotr postanowił, że już nigdy więcej nie zrobi niczego podobnego.

Żona utwierdzała go w tym postanowieniu i — idąc mu w sukurs — zawsze skrzętnie zagospodarowywała każdą zarobioną złotówkę. W każdej sytuacji miała dobry powód, żeby na bieżąco uzyskiwane dochody wydać co do grosza, zanim pojawią się kolejne w następnym miesiącu. Nie żeby w ogóle nie odkładali. Wręcz przeciwnie: przebudowali swój dom, znacznie go przy tym powiększając.

Wnętrze wykończyli powyżej standardu: nowoczesna kuchnia, eleganckie łazienki, podłogi z naturalnego drewna, wygładzone tynki, drewniane parapety, drzwi wewnętrzne i schody. Wrażenie — jak z żurnala. Dokupili sąsiednią działkę, żeby powiększyć teren posesji wokół domu. Ciekawie urządzili duży ogród, w którym posadzili mnóstwo krzewów; stworzyli ogród skalny i oczko wodne, zainstalowali automatyczny system nawadniania i elektryczne oświetlenie oraz cały szereg drobnych atrakcji. Kupili samochód, niezbyt duży, ale nowy i dobrze wyposażony.

Piotr, jako wysokiej klasy specjalista informatyki, zarabiał nieźle, dużo powyżej średniej krajowej. Jego żona, specjalistka w księgowości, wprawdzie nieco mniej, ale i tak ich łączne dochody netto sięgały blisko 9000 zł miesięcznie. To prawie tyle, ile wynosi wynagrodzenie netto od czterokrotności średniej krajowej. Kiedy w połowie roku 2009 zaproponowałem im po raz pierwszy uruchomienie programu inwestycyjnego, odmówili. Powołali się na swoje doświadczenia i wyłączyli na jakąkolwiek argumentację. Nie i już! Później próbowałem jeszcze kilkakrotnie podjąć z nimi temat inwestowania oszczędności, ale za każdym razem spotykałem się z odmową.

— Wiesz — powiedział Piotr za którymś razem — jeszcze w akademiku marzył mi się dom z ogrodem. Duży, elegancki, nowoczesny. Teraz już prawie go mamy — jest naszą ostoją, taki nasz nieduży zamek. A że nie jest tani, wszystko na bieżąco w niego wkładamy. Nie mamy z czego odkładać, to wszystko.

Rozumiałem Piotra. Byłem swego czasu w podobnej sytuacji. Ale wiedziałem też, że jego racje wcale nie są ostateczne. Mimo to — zrezygnowałem. Uznałem, że nie będę nikogo uszczęśliwiać na siłę. Zrobiło się jak dawniej; relacje między nami wróciły do poprzedniego stanu i nic nie zapowiadało tego, co nastąpiło kilka miesięcy później.

Zamek… na piasku

Na początku sierpnia 2009 roku Piotr zadzwonił do mnie i powiedział, że odchodzi z pracy. W jego głosie można było wyczuć silne napięcie, więc chociaż nie mówił o tym, domyśliłem się, że nie było to planowane. Nie pytałem o przyczyny, Piotr sam też o nich nie wspominał.

Cóż, pomyślałem, takie rzeczy się zdarzają, w sumie nic wielkiego się nie dzieje. Piotr, jako doświadczony informatyk, pracę znajdzie prędzej czy później. Może i lepszą. Będzie dobrze. Nie spodziewałem się żadnych rewelacji w związku z tym, dlatego nawet niespecjalnie się tym przejąłem. Miałem dość własnych zajęć, więc już nie wracałem do spraw Piotra. Da znać, kiedy mu się ułoży.

W połowie grudnia Piotr zjawił się u mnie z prośbą o pożyczkę. Zamurowało mnie. Spodziewałem się, że choć nie znalazł jeszcze nowej pracy, przy dochodach, jakie miał poprzednio, pożyczka nie będzie mu potrzebna jeszcze co najmniej w ciągu 6–9 miesięcy. Nie wiedziałem o niczym, co — według mnie — wymagałoby od niego dodatkowych pieniędzy. Tym bardziej tak nagle.

— Co się stało? — zapytałem.

— Od jakiegoś czasu mamy kłopoty finansowe. Drobna kwota — 2000–3000 zł — bardzo by nam pomogła. Wystarczyłoby na kilka miesięcy, w ciągu których znajdę lepszą pracę i odzyskamy płynność. Wtedy oddamy — w jego głosie wyczuwałem pewne zażenowanie.

— Lepszą? To masz już pracę? Dopiero co odszedłeś z poprzedniej.

— To prawda, mam. Nie mówiłem o tym, bo też nie było się czym chwalić. Dopiero co ją podjąłem. Musiałem to zrobić — pod presją żony, rodziny i kilkorga znajomych. Ale z tej pracy nie wyżyjemy. Potrzebuję niewielkiego wsparcia na kilka miesięcy.

Piotrowi brakuje 2000–3000 zł jako uzupełnienie wydatków w okresie kilku miesięcy. Szybko to przeliczyłem: 2000–3000 zł podzielone na — powiedzmy — 6 miesięcy daje około 500 zł na miesiąc. To niewiele, pomyślałem, jednak coś w tej rozmowie mnie zaniepokoiło.

— Piotrze, zanim pożyczę ci pieniądze, potrzebuję wiedzieć, czy można ci jakoś konkretnie pomóc — zaczęło mi świtać, skąd mogła się wziąć trudna sytuacja Piotra. — Bo widzisz, pożyczka nie zawsze musi rozwiązać problem. Może można zrobić coś jeszcze?

— No właśnie w ten sposób możesz mi pomóc. Mamy niewielki deficyt w domowym budżecie. Brakuje nam ok. 400 zł, żeby go zbilansować. Rozglądam się za lepszą pracą, i kiedy ją znajdę, a ciągle poszukuję, zlikwiduję deficyt, i z nadwyżki oddam.

— Piotrze, 400 zł przy twoich, waszych dochodach, to niewielka kwota. Nie możesz po prostu na czymś zaoszczędzić?

— Wierz mi, nie mogę. Ograniczyliśmy wszystko, co się dało. Zostało to, czego nie można zredukować w żaden sposób. Po prostu nam brakuje.

— Skąd wam się wziął deficyt? Przecież zarabiacie, zawsze zarabialiście, wystarczająco. Nie widać w waszym przypadku żadnych ekstrawagancji.

— Zarabialiśmy. Ale kiedy odszedłem z pracy, co nie było przeze mnie planowane, po okresie wypowiedzenia, gdy dostawałem tylko podstawę, zostaliśmy jedynie z pensją żony, a jej zarobki, jak wiesz, nie były wystarczające. Premia roczna, którą dostałem już po odejściu, nie zmieniła sytuacji znacząco. Dała nam dwa dodatkowe miesiące. Spłacamy kredyty.

Musieliśmy częściowo pożyczać przez cały ten okres, a trwa to już prawie pół roku. Rodzina nam pomagała. Ale w którymś momencie stwierdziła, że ma dość, więc musiałem szybko przyjąć pierwszą z brzegu pracę. I zrobiłem to, tyle że moje wynagrodzenie jest niższe od poprzedniego aż o 20%. W efekcie mamy u rodziny spory dług. Jakby tego było mało, ten nieszczęsny deficyt — w miesiącu brakuje nam ok. 400 zł. Oczywiście wtedy, gdy nie wydarzy się nic ponad rutynę, bo jeśli przykładowo popsuje się pralka, albo, co jeszcze gorsze, samochód, wtedy ten deficyt gwałtownie rośnie.

— Nie próbowaliście na czymś oszczędzić?

— Oczywiście. Na wszystkim, na czym można. I to maksymalnie, aż do granic możliwości. Wiesz, kiedy pracowaliśmy nad przebudową domu, ograniczyliśmy chyba wszystko, co się dało. Ale i tak pochłonęła ona bardzo dużo, więc musieliśmy brać kredyt, i to nie jeden. Mamy kilka niewielkich kredytów, które spłacamy przede wszystkim. Naprawdę nie mamy na czym oszczędzać. Potrzebujemy konkretnego wsparcia. Wstyd to przyznać, ale nasz zamek okazał się… zamkiem na piasku.

— Piotrze — szybko przemyślałem sytuację; nie wyglądała ciekawie — pomogę ci, ale zanim ustalimy ile, albo inaczej, na jaki okres jest ci potrzebne pokrycie deficytu, chcę przepracować wasze wydatki. Mam wrażenie, że nie są optymalne. Jeśli tak jest rzeczywiście, można znaleźć w nich oszczędności. Poszukamy ich wspólnie, oczywiście jeśli się zgodzisz. Tylko stawiam jeden warunek!

— Tak? — przerwał mi Piotr niepewnie.

— Jeśli uda mi się znaleźć jakieś rozwiązanie, wygospodarować oszczędności, ich połowę zainwestujesz wg mojego wskazania. Drugą połowę możesz przeznaczyć na spłatę zadłużenia — tego w rodzinie. Chociaż mam wrażenie, że mógłbym wskazać lepsze rozwiązanie. Jednak wyobrażam sobie, w jakim napięciu żyjesz, stąd zostanę przy połowie. Zgadzasz się na takie postawienie sprawy?

— Ciekawe, skąd pomysł, że nasze wydatki nie są optymalne. Znaczyłoby to, że nadal możemy oszczędzać. Cóż, jakoś nie wyobrażam sobie, jak to można zrobić. Po prostu nie mamy na czym oszczędzać. Skąd to przypuszczenie?

— Piotr wyraźnie nie dowierzał.

— Piotrze, w każdym budżecie można znaleźć wydatki, których nie powinno być. Dla mnie to oczywiste, ty musisz mi uwierzyć. Jeśli to się sprawdzi w twoim przypadku, mamy szansę na osiągnięcie efektu. Więc jak, zgadzasz się?

— W porządku, zgadzam się, przecież nie płacę za to — Piotr odetchnął.

— Oczywiście, że nie płacisz. To co, do dzieła.

Nowy sposób na rozwiązanie problemu braku pieniędzy – TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI! 39% więcej pieniędzy – odzyskanych ze stałych domowych wydatków!»

Trudne wyzwanie

To, co zdarzyło się Piotrowi, nie było wyjątkowe. Jednak jeśli myślisz, że dlatego jest typowe, iż Piotr znalazł się w trudnej sytuacji finansowej, co może przydarzyć się wielu osobom, albo już się przydarzyło, to — wyjaśniam — jesteś w błędzie. Dlaczego?

Problemy finansowe, jakich doświadczał Piotr, mogą nie być obce dla wielu ludzi. Mogą, ale nie muszą. Są one w dużo większym stopniu skutkiem określonego podejścia do własnych środków finansowych, czyli sposobu zarządzania nimi, niż utraty ich źródła. Istnieją potencjalnie w prawie każdym budżecie domowym, jako jego właściwość, kształtowana stopniowo przez długi okres, w wyniku decyzji finansowych podejmowanych w przeszłości. Skutki tych decyzji kumulują się, wprawdzie powoli, lecz systematycznie, a do ich ujawnienia się potrzeba tylko impulsu.

Czy jest to zrozumiałe? Ujmę to inaczej: każda decyzja dotycząca pieniędzy, jaką podejmujesz, wywiera określony wpływ na Twoją sytuację finansową w przyszłości. To jeden z filarów funkcjonowania finansów osobistych. Wpływ ten może być dodatni — wtedy wspiera Cię w pomnażaniu majątku; ujemny — gdy przeciwdziała temu; lub neutralny — gdy całość dochodów wydajesz na pniu. Proces ten jest długotrwały, przez co trudno zauważalny.

Jednak Twój obecny budżet nie może wyzbyć się przeszłości. W każdej chwili, także dzisiaj, stanowi soczewkę, w której Twoja finansowa przeszłość skupia się, ogniskuje w poszczególnych pozycjach dochodów i wydatków i ujawnia kierunki rozwoju sytuacji finansowej w przyszłości.

Mogą one pokazywać tendencję wzrostu, gdy budżet jest „zdrowy”, lub coś wręcz przeciwnego, gdy jest „chory”. Jeśli coś jest nie tak, budżet to pokazuje. Budżet Piotra od dłuższego czasu wskazywał „chorobę”. Dlatego jego problemy finansowe nie były zaskoczeniem; szkoda tylko, że nie dla niego samego.

Sytuacja, w jakiej znalazł się Piotr, nie była do pozazdroszczenia. Nie jest trudno wyobrazić sobie dlaczego. Wiążą się z nią różnego rodzaju mniej lub bardziej dokuczliwe nieprzyjemności będące rezultatem różnorodnych czynników: braku wystarczającej ilości pieniędzy na bieżące wydatki, opóźnień w płaceniu rachunków i konsekwencji tego, presji rodziny, bliskich i znajomych, narastania zaległości w różnych obszarach, dodatkowych wydatków w związku ze zdarzeniami „nietypowymi” itp. Może też powodować dyskomfort, prowadzić do stresu, blokować normalne myślenie, prowadzić do podejmowania błędnych decyzji i zagrażać poczuciu własnej wartości.

Dlatego, zanim problemy finansowe odbiją się na zdrowiu, fizycznym czy psychicznym, trzeba działać tak, by zatrzymać proces narastania zadłużenia, a najlepiej je zlikwidować, oraz odwrócić tę złą tendencję. Należy zejść z dotychczasowej ścieżki ewolucji finansów osobistych, prowadzącej niezmiennie ku problemom finansowym, i przejść na drogę powiększania majątku, czwartą drogę. To naprawdę duże wyzwanie!

O czym będzie dalej

Układ tej publikacji odzwierciedla zarysowaną powyżej strukturę problemu. W części pierwszej przyjrzymy się historii Piotra, kiedy problem narastał, mimo że nie było widać jego skutków. A właściwie było — budżet domowy Piotra głośno krzyczał: Piotrze, opamiętaj się! Nie dostrzegał on jednak tych sygnałów. Nawet jeśli od czasu do czasu pomyślał o nich, nie interpretował ich jako groźne. Po prostu o nich nie wiedział.

Jest bardzo prawdopodobne, że masz podobnie. Jak Piotr nie bardzo znasz się na kwestiach finansowych i podobnie niepokoisz się o swą przyszłość. Dlatego uogólnię sytuację naszego bohatera. Będzie Ci łatwiej określić własną drogę, przemyśleć kierunek na przyszłość czy podejmować decyzje. Może w porę dostrzeżesz znaki ostrzegawcze i — żeby uniknąć sytuacji Piotra — zmienisz drogę na taką, która doprowadzi Cię do lepszej przyszłości.

W części drugiej odnoszę się do kilkumiesięcznego okresu z życia Piotra, od kiedy odszedł z pracy. Ten czas jest szczególnie interesujący, ponieważ zwraca uwagę na mechanizmy i zjawiska ujawniające się w trudnych sytuacjach, o których istnieniu niby wiemy, ale nie bardzo je sobie uświadamiamy.

Pułapka elastyczności konsumpcji, błędne decyzje finansowe, spirala zadłużenia, obniżenie samooceny, lęki, stres, depresje to przykłady sytuacji i mechanizmów, które ściągają w dół każdego, kogo dotkną. Piotr doświadczył wielu z nich. Ty nie musisz! Skorzystaj z jego doświadczeń i uniknij konieczności przechodzenia przez nie osobiście. Tutaj jak w medycynie: lepiej zapobiegać, niż leczyć.

W części trzeciej zapoznam Cię ze sposobem przerwania spirali narastającego zadłużenia Piotra. Całość materiału oparta jest na stenogramach rozmów z Piotrem z okresu wdrażania Programu Redukcji Wydatków Stałych. Pokazuję tym samym, gdzie szukać oszczędności, gdy wydaje się, że już nie ma na czym oszczędzać. Szacujemy wspólnie z Piotrem potencjalne oszczędności, po czym Piotr relacjonuje osiągnięte wyniki. Ponieważ u podłoża przeprowadzonej przez Piotra „akcji” znowu leżą przesłanki ogólne, Ty też możesz z nich skorzystać. To jest właśnie cel i główna wartość tej książki.

W części czwartej opisuję, jak Piotr rozdysponował uzyskaną nadwyżkę budżetową. Pokazuję, w jaki sposób systematycznie zmniejsza zadłużenie, ale też część nadwyżki inwestuje w aktywa płynne, dzięki czemu z miesiąca na miesiąc jego oszczędności rosną. Wskazuję również, że wielka niewiadoma, jaką jest przyszłość, nie jest wcale taka nieprzewidywalna.

Droga podjęta przez Piotra nie była jedyną możliwą. Zanim się na nią zdecydował, przeanalizował kilka możliwości. Pomny ostatnich doświadczeń, wybrał tę opcję, która dawała mu największe bezpieczeństwo, i to niemal od razu. Piotr znalazł się na drodze wzrostu finansowego, na czwartej drodze. Ty także możesz ją podjąć.

Nowy sposób na rozwiązanie problemu braku pieniędzy – TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI! 39% więcej pieniędzy – odzyskanych ze stałych domowych wydatków!»

Przełom

Twoje finanse osobiste rosną powoli. Podmioty otoczenia rynkowego, w którym funkcjonujesz, a więc Twoi pracodawcy, partnerzy, dostawcy, sklepy, banki, urzędy również rozwijają się powoli. Jednak mają one przewagę nad Tobą, gdyż każda organizacja, z której usług korzystasz, dysponuje wyspecjalizowanymi służbami dbającymi o wyniki. Swoje wyniki.

Ty sam dla siebie jesteś taką służbą. Jednak Ciebie nikt nie uczył, jak się tym zajmować. Jesteś więc na pozycji z góry skazanej na… wyzysk. Różnego rodzaju. Będziesz wyzyskiwany tak długo, dopóki nie upomnisz się o swoje. Piotr to zrobił. I wygrał. Ty też możesz.

Ukryte możliwości budżetu

Każdy budżet zawiera jakieś niedociągnięcia. W wypadku dużych firm, które dysponują wielomilionowymi budżetami, jest to prawie pewne. Nie spotkałem się z sytuacją, a zarządzałem wieloma budżetami, żeby nie można było znaleźć oszczędności w budżecie firmowym.

W wypadku budżetów domowych, które z reguły są zdecydowanie mniejsze, możliwości ograniczania wydatków, w liczbach bezwzględnych, nie są tak duże, ale — i o tym jestem głęboko przekonany — z pewnością też istnieją. Trzeba tylko chcieć je znaleźć.

Możliwości ograniczania wydatków stałych

Piotr przygotował zestawienie wydatków miesięcznych oraz takich, które były ponoszone tylko sporadycznie, od czasu do czasu, co rok. Wykonał to zadanie rzetelnie — zrobiło to na mnie wrażenie. Swoją drogą, ciekawe, czy kiedykolwiek wcześniej analizował w ten sposób swoje wydatki. To prosta operacja, która wiele może zmienić.

Ile osób to robi? W rozmowach z klientami, kiedy proponuję program systematycznego inwestowania oszczędności, często słyszę wymówkę: nie mam z czego oszczędzać. No cóż — myślę sobie wtedy — właśnie dlatego powinieneś zacząć to robić. Nawet nie wiesz, ile tracisz! Przecież tylko dzięki oszczędzaniu można powiększać swój stan posiadania, więc jeśli nie oszczędzasz, to jak chcesz się bogacić? Zresztą, jeśli nie oszczędzasz, nie inwestujesz oszczędności, żeby na nich zarabiać, w 99,9% oszczędzasz pod przymusem i jeszcze płacisz, nierzadko słono, za to, że oszczędzasz.

Zaintrygowałem Cię? Brzmi to przewrotnie, zgadzam się, ale to prawda: jest to jedna z fundamentalnych zasad ewolucji finansów osobistych. Jej łamanie kosztuje Cię bardzo dużo i pozbawia wielu możliwości. Wątek ten, chociaż nie wchodzi w zakres tematyczny tego opracowania, rozwijam szerzej dalej, w pierwszym rozdziale czwartej części, gdzie omawiam sposoby finansowania zakupów.

Wracam do wydatków Piotra. Popatrzmy wspólnie na zestawienie szczegółowe, przygotowane przez niego. Przytaczam je w tabeli poniżej.

Na rzecz      Kategoria wydatków    Kwota (zł/mies.)

Banki
(65,3%)

Kredyt hipoteczny — spłata 3050
Kredyt konsumpcyjny 1 (10 000 zł) — spłata 450
Kredyt konsumpcyjny 2 (10 500 zł) — spłata 515
Kredyt konsumpcyjny 3 (6500 zł) — spłata 205
Kredyt na karcie (10 000 zł) — spłata 210
Debet na koncie 1 (20 000 zł) — obsługa 335
Debet na koncie 2 (8000 zł) — obsługa 135

Rodzina Pożyczka w rodzinie (35 000 zł) — czeka 0

Budynek,posesja
(19,5%)

Nieczystości płynne (szambo) 100
Nieczystości stałe (śmietnik) 85
Gaz ziemny (ogrzewanie + ciepła woda) 520
Energia elektryczna 175
Ochrona budynku 210
Telefon stacjonarny 135
Telefon komórkowy 1 85
Telefon komórkowy 2 70
Podatki gruntowe 80

Samochód
(9,2%)

Paliwo, środki eksploatacyjne 390
Ubezpieczenie 150
Naprawy, przeglądy 150

Użytek
własny (6%)

Wydatki na konsumpcję 450

Wydatki razem 7500

Dochody netto w miesiącu    Średnio netto

Pracodawcy Praca 1 (żony Piotra) 2500
Praca 2 (Piotra) 4600
Brakujące dochody (deficyt) 400

Dochody razem 7500

Przyjrzyj się dokładnie temu zestawieniu. Spróbuj wczuć się w sytuację Piotra i jego żony. Dostrzegasz coś charakterystycznego? Może przypomina w jakimś stopniu Twój budżet? Jeśli nie w kwotach, które mogą być bardzo różne, to może w strukturze? Zwróć uwagę na wartości wskaźników procentowych w pierwszej kolumnie.

Popatrzmy razem na te cyfry. Co widzimy? Wiele spraw, ale po kolei.

Wydatki na użytek własny, wcześniej wzmiankowane 6% budżetu, to aż… pisałem już o tym. Naprawdę nie ma tu na czym oszczędzić.

Samochód chyba nie jest zbyt mocno eksploatowany: prawie 400 zł na płyny i paliwo to raptem dwa tankowania w miesiącu po około 40 litrów. Przy zużyciu średnio 6,5 l/100 km można szacować, że roczny przebieg ich samochodu to około 15 000 km. To też niezbyt dużo, więc tutaj też nie będzie na czym oszczędzić. Wydatki stałe na utrzymanie posesji i budynku oraz na telefony, 19,5% budżetu, to już prawie 1500 zł w miesiącu.

Gdyby w tym poszukać, kto wie, może udałoby się coś znaleźć. W każdym razie tę kategorię należy szczegółowo przedyskutować z Piotrem. Mamy więc pierwszego kandydata do redukcji. Zwróć uwagę, że mówimy o redukcji wydatków stałych.

Rodzina czeka. To smutne, bo przecież to bliscy. Wyobrażam sobie, że jest to bardzo przykre dla Piotra, że musi „przetrzymywać” najbliższe osoby. Jeśli udałoby się coś uzyskać gdzieś indziej, będzie to pewnie pierwszy kandydat do wznowienia spłat. Ale musimy z tym zaczekać do czasu rozwiązania pozostałych kwestii i ustalenia nowej sytuacji.

Tak na marginesie: pozycja ta powinna być w bilansie raczej jako składnik pasywów, niż w budżecie, jednak zdaje się, że Piotr tak przejmuje się tym zadłużeniem, że tylko czeka, aż będzie mógł zacząć jego spłatę.

Banki to cała historia; pochłaniają 65% dochodów każdego miesiąca. To po prostu porażające! To są właśnie długoterminowe skutki wcześniejszych decyzji Piotra. A najsmutniejsze jest to, że przecież Piotr sam występował o te „przywileje”. Bank nie zmuszał go do tego. Nawet gdy proponował, bo przecież to robił, Piotr nie musiał przyjmować ofert banku. W każdym razie jest tu pole do manewru.

— Chwila, mam dwie uwagi — wtrącił nagle Piotr.

— Tak?

— Nie bardzo widzę, co mógłbym zrobić, jeśli chodzi o utrzymanie domu, posesji i opłaty za telefony; dlatego że, raz — to tylko niecałe 1500 zł, i dwa — te opłaty ponoszę już od wielu lat. Jakoś nie przyszło mi do głowy, że mogę coś z tym zrobić. Poza tym mam na to umowy z różnymi firmami, więc się ich trzymam. Co jeszcze mogę zrobić?

— Co do kwoty, to przypominam, że szukamy minimum 400 zł oszczędności, a to mniej niż 30% tej pozycji. A po drugie, fakt, że masz umowy od wielu lat, przemawia raczej za tym, że trzeba im się przyjrzeć, niż że masz je utrzymywać w dotychczasowym stanie.

— Zgoda, może coś w tym jest — Piotr nie był przekonany. — A co z bankami?

— Tu sprawa jest trudniejsza, ponieważ masz umowy kredytowe. Ale może nie jest jeszcze stracona, więc im też się przyjrzymy.

— W porządku. Od czego zaczynamy? — Piotr robił się niecierpliwy.

— Może od posesji? — zaproponowałem.

— Dobrze.

— Więc bierzmy się za nie, każdą pozycję oddzielnie.

— To dużo pracy? — Piotr zaczynał lekko marudzić.

— Tak, dużo, ale też spodziewamy się coś uzyskać, więc nie narzekaj.

Nowy sposób na rozwiązanie problemu braku pieniędzy – TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI! 39% więcej pieniędzy – odzyskanych ze stałych domowych wydatków!»

Wydatki stałe — dom i posesja

W tej kategorii mieszczą się usługi utrzymania czystości na posesji, ochrona budynku, wydatki na media, energię, usługi telekomunikacyjne itp. Każda z pozycji jest więc inna, ma własną specyfikę, i dlatego musi być oddzielnie przeanalizowana.

Nieczystości płynne — 100 zł na miesiąc

— Skąd wzięła się taka kwota? — wiedziałem z doświadczenia, że na dwie osoby to sporo.

— Wiesz, mamy szambo szczelne 20 m3. Kiedy nam się zapełnia, przyjeżdża beczkowóz i zabiera. Pobiera przy tym opłatę 200 zł. Wzywamy go mniej więcej co dwa miesiące. Stąd taka kwota.

— Jaką ma beczkę? — coś mnie zaniepokoiło.

— 15 m3 — Piotr wykazał się znajomością tematu.

— I zawsze zabiera pełną? — nie dawałem za wygraną.

— Tak… To znaczy tak mówi. Nie mam powodu mu nie wierzyć.

— Oczywiście, że nie masz powodu. Ale możesz sprawdzić.

— Jak? Mam mu zajrzeć do beczki?

— Jasne, że nie. Po prostu tym razem przetrzymaj wywóz do oporu — wezwij beczkowóz, gdy stwierdzisz, że masz pełne szambo. Przyjeżdża przecież bez specjalnego oczekiwania. Z dnia na dzień, prawda?

— Tak, oczywiście.

— Myślisz, że może przesadzam z częstotliwością?

— Chyba tak właśnie jest. Sprawdź to — zaproponowałem proste działanie, albo lepiej, jego brak. Byłem przekonany, że wydatki możemy zmniejszyć o połowę, do 50 zł na miesiąc.

— Tak zrobię. Po prostu nie zadzwonię teraz, a właśnie w tym tygodniu mijają dwa miesiące, od kiedy był u nas ostatnim razem. I będę sprawdzać co jakiś czas, jak wygląda sytuacja.

— To już masz 200 zł oszczędności. Nieźle jak na początek.

— Idźmy dalej — coś jak lekki uśmiech pojawiło się na twarzy Piotra.

Nieczystości stałe — 85 zł na miesiąc

— Piotr — zacząłem — 85 zł na miesiąc to ogromna kwota. Czy naprawdę wytwarzacie tyle śmieci? Przecież to bardzo dużo. Jak wam się udaje wytworzyć ich aż tyle? To prawie niemożliwe!

— Prawdę mówiąc, nie udaje. Mamy umowę na ustaloną ilość, pojemnik 120 l na tydzień. Opłata za to wynosi 250 zł na kwartał, z czego wynika podana w budżecie kwota za miesiąc. Ale właściwie nigdy zbiornik nie jest pełny. Przy czym w ogóle nie ubijam śmieci. Może to rozrzutność?

— To jest rozrzutność! — podkreśliłem z naciskiem. — Musisz wiedzieć, że głównym składnikiem kosztów w takiej usłudze jest logistyka. Idąc tym torem, jeśli zmniejszysz częstotliwość, np. raz na dwa tygodnie albo raz w miesiącu, to — tak przypuszczam — nawet gdyby okazało się konieczne dostawienie dodatkowego zbiornika 120 l, prawdopodobnie i tak mógłbyś znacząco obniżyć koszty.

— Jak myślisz, jak dużo? I w jaki sposób to uzyskać?

— No cóż, nie wiem, ale spróbuję oszacować; jeżeli założyć, że w cenie 250 zł za kwartał około 90% kosztów to transport, to zmniejszając częstotliwość 4-krotnie, można spodziewać się ceny około 80 zł za kwartał. Ale jeśli okaże się, że potrzebujesz dodać zbiornik, i da to 15–20% więcej w kosztach, to ostatecznie powinieneś uzyskać około 95 zł na kwartał, czyli 32 zł na miesiąc.

— Aż tyle? Nie do wiary — Piotr wydawał się trochę zaskoczony.

— Piotrze, to tylko moje przypuszczenia. Przecież to nie ja świadczę tę usługę. Mam tylko pewne wyobrażenie o tym, w jaki sposób kalkuluje się jej koszty. Stąd ten szacunek.

Ale powinieneś zadzwonić do obsługi klienta w tej firmie i zapytać. Jestem przekonany, że dają możliwości manewru w tym zakresie.

— Dobrze, wrzucę sobie zadanie: zadzwonić do obsługi klienta odbiorcy śmieci. Zrobię to jutro, będę wiedział. Jeśli to się uda, rewelacja.

— Możemy iść dalej? Mamy jeszcze sporo do przegadania

— tym razem to ja poganiałem Piotra.

— Tak, oczywiście, już.

Gaz ziemny — 520 zł na miesiąc

— To trudna sprawa, nic nie mogę tu zdziałać. — Piotr się zastrzegał z góry, jakby na wszelki wypadek. — Zresztą — dodał — i tak ceny gazu stale rosną.

— Po pierwsze, nie stale; jest taka instytucja, URE, gdzie gazownia musi zgłaszać pomysły na podwyżkę cen. A URE może to zatwierdzić albo nie. W każdym razie nie jest to tylko widzimisię gazowni. Ale tym bardziej, jeśli ceny rosną, należy ograniczać zużycie, zwłaszcza że zima tuż, tuż, więc i rachunki będą większe. Wiem, że masz zupełnie przyzwoity kociołek do ogrzewania. Jak go zaprogramowałeś?

— To nie ja go programowałem, tylko spece przy instalacji.

— O, to już jakiś czas temu; a znasz jego ustawienia?

— Coś tam wiem. Rano i wieczorem ogrzewanie, w ciągu dnia i w nocy — przerwa. W weekendy grzanie jest włączone przez cały dzień. To tyle — Piotr szybko zakończył.

— Hola, hola, a co z cyrkulacją? — dopytywałem się.

— Cyrkulacja? A tak… zapomniałem, jest włączona cały czas. No bo wiesz, ciepła woda w kranach to podstawa.

— Tak wiem, podstawa, ale przecież nie jesteś cały dzień w domu, a i w nocy z niej nie korzystasz, jeśli dobrze rozumiem. No może czasami — zażartowałem. — Ale już poważnie: proponuję ograniczyć ogrzewanie o co najmniej godzinę z rana i godzinę wieczorem, a już szczególnie w weekendy. Cyrkulację też przyciąć do tych samych godzin (albo podobnych). Po takiej zmianie zużycie powinno spaść o 15–20%.

— To niemożliwe!

— Możliwe czy niemożliwe — nie dowiesz się, dopóki tego nie zrobisz. Przy czym z tym nie musisz czekać, masz to całkowicie w swojej gestii — dodałem, żeby postawić kropkę nad i.

— 15 do 20% to daje około 80 do 100 zł oszczędności w miesiącu — szybko przeliczył Piotr i, chcąc się upewnić, czy nie robi błędu, zapytał: — Czy tak?

— Tak. Widzisz, ile masz narzędzi w ręku do ograniczania wydatków. A to jeszcze nie koniec — mnie też udzielał się jego zapał.

— Też na to liczę — powiedział Piotr i stwierdził: — Bierzemy się za prąd.

Energia elektryczna — 175 zł na miesiąc

— Trudno jest powiązać punkty odbioru energii elektrycznej w domu czy w mieszkaniu i jego otoczeniu z całością zużycia wykazywaną na fakturze. Tym bardziej że faktura wyróżnia energię i przesył. Dlatego też na podstawie faktury nie jest prosto wskazywać największych pochłaniaczy energii, gdzie o oszczędności najłatwiej — wprowadziłem Piotra w zagadnienie.

— Czyli nie uda się tu nam niczego osiągnąć, tak? — spytał ostrożnie Piotr.

— Tego nie powiedziałem. Trudno — nie znaczy, że to niemożliwe. Jest wręcz przeciwnie. Właśnie z uwagi na takie holistyczne traktowanie kwestii odbioru energii elektrycznej przez dostawcę tylko podobne podejście do oszczędzania energii może dać pożądany efekt.

— Co oznacza holistyczne podejście w tym kontekście?

— pytaniem tym Piotr starał się naprowadzić mnie na konkrety.

— Zamiast szukać potencjalnych możliwości, musisz przyjrzeć się całości. Już spieszę z wyjaśnieniem, o co mi chodzi. Telewizor, radioodbiornik, wieża, komputer, piekarnik itp. to w większości urządzenia, które pobierają określoną energię, kiedy pracują, i określoną, z reguły dużo mniejszą, w stanie uśpienia. Wielkości tych energii można odczytać z tabliczek znamionowych lub specyfikacji technicznych. Przykładowo dla telewizora z kineskopem może to być 50 W, kiedy pracuje, i 0,5 do 1,5 W w stanie uśpienia.

Piekarnik elektryczny pobiera 2,5 do 3,5 kW, pracując, i około 40 W w stanie uśpienia. Przy cenach energii na poziomie około 0,50 zł za kWh to, że piekarnik jest podłączony do prądu na stałe, kosztuje cię prawie 15 zł na miesiąc. To 8,5% Twoich wydatków na energię. Ciekawostką jest, że ładowarki akumulatorów do telefonów, komputerów itp., pobierają mniej więcej jednakową energię niezależnie od tego, czy ładują baterię czy nie. Dlatego po naładowaniu powinny być wyjęte z kontaktów. I podsumowując: wyłączając urządzenia z prądu tam, gdzie to możliwe, i rozsądnie gospodarując energią w czasie ich użytkowania, 15 do 20% pieniędzy powinno dać się zaoszczędzić.

— No tak, to daje do myślenia — przyznał się Piotr — bo ładowarki telefonów, mojego i żony, są cały czas w gniazdach. Piekarnik też jest stale podłączony. Komputery, modemy także, chociaż korzystamy z nich nie więcej niż dwa, trzy razy w tygodniu po kilka godzin. Czyli jest gdzie poszukać oszczędności. Moglibyśmy tu zaoszczędzić około 25 do 35 zł, tak?

— Tak — zgodziłem się. — Jak najbardziej.

— Wiesz co, to ja w tej chwili pójdę powyłączać urządzenia na standby — Piotr był gotów do działania — i jeszcze te ładowarki wyciągnę z kontaktów. Zaraz wrócę.

Nowy sposób na rozwiązanie problemu braku pieniędzy – TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI! 39% więcej pieniędzy – odzyskanych ze stałych domowych wydatków!»

Ochrona budynku — 210 zł na miesiąc

— Skąd taka kwota?

— Z umowy; kiedy uruchamialiśmy tę usługę, sprawdziłem dwie, trzy firmy; ceny w każdej były podobne. Ci za to mieli najniższy koszt wykonania instalacji. Stąd są oni, i stąd ta kwota.

— Rozumiem. Powiedz jeszcze, kiedy uruchamiałeś tę usługę?

— W lutym 2003 roku — szybko powiedział Piotr, po czym, w lekkiej zadumie: — To już szmat czasu. Pomyśl, mieszkamy tu już prawie siedem lat. Jak to zleciało!

— Zleciało — zgodziłem się — ale w tym czasie rynek się rozwinął. Przybyły nowe firmy, ceny spadły. Czemu nie zadzwonisz do nich z pytaniem o możliwości obniżenia opłaty?

— Już dzwoniłem, stwierdzili, że taka jest umowa i już.

— To czemu nie zadzwonisz do innej firmy, żeby zbadać, jak jest teraz?

— Jak to do innej firmy? — Piotr nie krył zdziwienia. — A lata współpracy?

— Te lata współpracy prawdopodobnie słono cię kosztują. Wiesz, za ile możesz teraz znaleźć tego rodzaju usługę? — tu akurat miałem świeże dane, z racji tego, że podobną sprawę miałem u innego klienta.

— Nie wiem. Za ile? Może połowę tego?

— Może połowę, a może nawet połowę połowy. Uważam, że za miesiąc więcej niż 50 zł nie powinieneś płacić. Możesz to sprawdzić.

— Chcesz powiedzieć, że mogę tu zaoszczędzić 160 zł na miesiąc? — Piotr znowu był zaskoczony.

— Tak właśnie uważam.

— Dobrze, wpisuję to na listę zadań.

Telefon stacjonarny — 135 zł na miesiąc

— W kwocie tej mamy telefon stacjonarny, Neostradę i jakieś usługi, chyba darmowe numery — tym razem Piotr wyprzedził moje pytanie.

— W takim razie, przy tych pieniądzach, jest to umowa terminowa, chyba na dwa lata. Kiedy się kończy?

— W marcu przyszłego roku — tu, jak widać, Piotr też był w temacie.

— To mam propozycję: na 5 tygodni przed końcem umowy zadzwoń do nich i spytaj, w jaki sposób możesz obniżyć koszty. Na pewno coś znajdą, bo po zakończeniu tego okresu opłaty ci wzrosną. Możesz więc wybrać kolejną 2-letnią umowę na lepszych warunkach lub wyższe opłaty i umowę bezterminową.

— To znaczy, że tu też będę mógł coś uszczknąć?

— Tego nie wiem, chociaż gdybyś rozważył rezygnację z usługi „Darmowe numery”, to kto wie, może udałoby ci się to jakoś sensownie rozegrać. W ostateczności możesz zawsze zmienić operatora. Jest taki, który proponuje prawie 2-krotnie niższe opłaty za porównywalną usługę. W każdym razie uważam, że 100 zł na miesiąc nie powinieneś tu przekroczyć.

— Przy takich kosztach znowu miałbym 35 zł w kieszeni, tak?

— Tak. Widzisz, to już kolejne oszczędności, które możesz uzyskać. W ten sposób, od grosza do grosza… Znasz to.

— Tak, znam.

— To co mamy dalej?

— Telefony komórkowe, mój i żony.

— Dobrze, co z tymi telefonami?

Dwa telefony komórkowe, 155 zł na miesiąc

— Na oba telefony mamy świetną taryfę — pochwalił się Piotr. — Abonament to tylko 8 zł i żadnych minut w abonamencie. Całość opłaty to liczba minut wykorzystanych w tym okresie, pomnożona przez stawkę minutową plus abonament. Proste, prawda?

— Nawet bardzo — zgodziłem się. — A ile płacisz za minutę?

— 36 gr — tę wartość Piotr też znał na pamięć.

— Netto czy brutto? — spytałem.

— Oczywiście że netto.

— Zatem telefon kosztuje cię 44 gr za każdą minutę, plus abonament.

— Zgadza się. Nawet wiem, że średnio wykorzystujemy około 140 do 180 minut w miesiącu.

— Ach tak, teraz rozumiem — coś mnie tchnęło po raz kolejny.

— Kilka lat temu te opłaty rzeczywiście mogły być bardzo dobrą okazją. Dzisiaj można już znaleźć telefon w abonamencie, wprawdzie wyższym niż 8 zł, ale za to z ceną za minutę poniżej 30 gr, przy czym w tym abonamencie są wliczone minuty. W sumie uważam, że mógłbyś przy takich minutach obniżyć koszty do poziomu około 60 zł za telefon.

— Jak miałbym to zrobić?

— Jak to jak? Pójść do salonu i zapytać o nowe warunki.

— Tak po prostu?

— Tak, tak po prostu!

— I mógłbym zaoszczędzić kolejne 30 zł?

— Myślę, że tak — odparłem z przekonaniem.

— Dobrze, dopisuję pozycję do listy zadań.

— Widzę, że jesteś nieźle zorientowany — pochwaliłem Piotra. — Ale skąd w ogóle taka dziwna taryfa? Przecież operatorzy nie sprzedają telefonów na takich warunkach?

— To prawda. Te telefony mamy z pracy. Od kilku lat.

Nowy sposób na rozwiązanie problemu braku pieniędzy – TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI! 39% więcej pieniędzy – odzyskanych ze stałych domowych wydatków!»

Podatek gruntowy, 80 zł na miesiąc

— No cóż, tutaj to już chyba nie uda ci się znaleźć czegokolwiek

— Piotr zdawał się tryumfować.

— Nie masz się z czego cieszyć, nie jesteśmy na zawodach.

Ale zgadzam się z Tobą, nie widzę tu żadnych możliwości. No chyba że sprzedasz całość lub część nieruchomości. Ale do tego jeszcze wrócimy.

— Tak? A w związku z czym?

— Dowiesz się za chwilę. Tymczasem pora na podsumowanie tego etapu, bo właśnie zamknęliśmy ostatnią pozycję.

— Jakie podsumowanie? — Piotr wydawał się zaskoczony.

— Przepracowaliśmy poszczególne wydatki stałe związane z utrzymaniem budynku i posesji. Ale tylko ustnie i we własnym gronie. Sugeruję, że powinniśmy spisać to, co zresztą częściowo robiłeś już w trakcie, ustalić zadania, kwoty do uzyskania i przyjąć to jako Program Redukcji Wydatków. Dać sobie jakiś czas, najlepiej niezbyt długi, i umówić się na sprawdzenie wyników. Co ty na to?

— Brzmi sensownie — zgodził się Piotr.

— Oczywiście, bo to jedyna możliwość. A poza tym pamiętaj o naszej umowie. Przy rozliczeniu wyników tę sprawę też powinniśmy dokończyć.

— Aha, mówisz o odkładaniu oszczędności.

— Tak, mówię o tym. Ale też chcę wiedzieć, czego się mogę spodziewać.

— Już dobrze, zgadzam się. To co teraz? Program Redukcji Wydatków?

— Jak najbardziej. Podsumujmy nasz dotychczasowy urobek.

Program Redukcji Wydatków Stałych

Muszę przyznać, że podejmując się wykonać to zadanie dla Piotra, miałem tremę. Wiem bowiem, że jest on skrupulatny, a już z pewnością nie rozrzutny. Tym bardziej że jego sytuacja, jak było widać z budżetu, jest nie do pozazdroszczenia. Z drugiej jednak strony, doświadczenie podpowiadało mi, a mam za sobą wiele lat prowadzenia dużych budżetów, że w każdym istnieją niedoskonałości.

A to potencjalne źródło oszczędności. Założyłem więc, że może tak być w sytuacji Piotra. I trafiłem w dziesiątkę. Jest w tym trochę niewiedzy, wygodnictwa, obłożenia zadaniami w pracy, przekonania, że jeśli jesteś lojalnym klientem jakiejś firmy, to z pewnością nie przepłacasz.

Poza tym wydatki stałe w każdym budżecie pojawiają się stopniowo, dlatego z każdym nowym, kiedy wstawiamy kolejną kwotę kilkudziesięciu, kilkuset złotych do budżetu, nie zastanawiamy się, czy to dużo, czy mało. Z reguły skłaniamy się ku myśleniu, że to drobiazg, raczej niewiele znaczący, i że mu podołamy.

Podam kilka przykładów: kiedy biorę telewizor na raty na trzy lata, na co patrzę? Na wysokość raty. A rata to tylko 30–50 zł w miesiącu. Nie liczę wtedy innych kosztów: czas poświęcony na bezproduktywne siedzenie przed tym telewizorem, prąd czerpany w stanie uśpienia czy w stanie aktywności, baterie w pilocie. A koszty te rozkładają się w różnych kategoriach i dodają do kwot w rachunkach.

Skuter dla dziecka: znowu patrzę na raty. A paliwo, kask, naprawy, części zamienne? Znowu pojawiają się gdzie indziej i obciążają budżet dodatkowymi kwotami „po cichu”, obok głównego wydatku.

Dlatego nie wiążę sytuacji bieżącej z tym, co kupowałem kiedyś. Po prostu korzystam z tego, co kupiłem i płacę za to. Jeśli brakuje pieniędzy, nie wykorzystuję urządzenia.

Widziałeś samochody stojące tygodniami czy miesiącami w garażach? Albo nowiutki, dopiero co kupiony motocykl, stojący pod dachem? Lub telefon na kartę, która nie jest doładowywana, bo brakuje?

To właśnie prawidłowości długoterminowego oddziaływania Twoich decyzji finansowych z przeszłości na Twoją teraźniejszość. A także na Twoją przyszłość.

Jaka jest konkluzja? Wskutek powolnie zachodzących procesów, w sposób trudno zauważalny, rosną stopniowo Twoje wydatki stałe. Żeby wychwytywać takie zmiany, co jakiś czas powinieneś analizować swój budżet i swoje otoczenie usługowe, czyli oferty swoich dostawców usług oraz oferty ich konkurencji. Co chwilę można coś usprawnić, trzeba tylko te możliwości dostrzegać i z nich korzystać.

Kiedy robiłeś to po raz ostatni? Kiedy analizowałeś, czy rozsądnie wydajesz swoje pieniądze? A może w ogóle nigdy tego nie robiłeś?

Zachęcam Cię do dokładnego przejrzenia swoich wydatków stałych pod kątem aktualnej oferty rynkowej. Efekty Cię zadziwią! Tak jak Piotr był zdziwiony, kiedy dotarliśmy do końca. Także jak ja byłem zaskoczony, kiedy zrobiłem to po raz pierwszy.

Od tamtego czasu regularnie analizuję swój budżet. Reaguję na pojawiające się okazje, uprzedzam działania dostawców. Eliminuję nieefektywności na bieżąco. I wiesz, co Ci powiem? Daje to wymierne rezultaty.

Tobie też da, jeśli zaczniesz coś robić w tym kierunku. Nie zwlekaj niepotrzebnie: dlaczego masz wydawać więcej, gdy możesz mniej?

[..]

Dlaczego warto mieć pełną wersję?

Pełną wersję książki zamówisz na stronie: “Czwarta droga”

 

Niezależność finansowa – jak osiągnąć niezależność finansową ?

Żyj i bogać się Prosty i sprawdzony plan osiągania wolności finansowej

Artykuł jest fragmentem publikacji Arkadiusza Bednarskiego Żyj i bogać się

Dlaczego bogaci się bogacą, a biedni biednieją?

Na początek zastanów się i odpowiedz sobie na poniższe pytania.

Cztery pytania dotyczące presji finansowej:

1. Kiedy ostatni raz czułeś presję finansową (brak pieniędzy)?

2. Czy w tym momencie życia czujesz presję finansową?

3. Czy posiadanie większej sumy rzeczywiście zmniejsza Twoją presję finansową?

4. Kiedy czułeś się zupełnie wolny od presji finansowej?

Jeżeli, podobnie jak zdecydowana większość ludzi, nie jesteś zadowolony ze swojej sytuacji finansowej, jeżeli nie żyjesz na takim poziomie, na jakim chcesz, ponieważ nie masz na to wystarczających środków, jeżeli obawiasz się o finansową przyszłość swoją i swoich najbliższych, to wiedz, że jest pięć sposobów na zabezpieczenie swojej przyszłości finansowej.

Pięć sposobów na zabezpieczenie przyszłości finansowej:

1. Możesz otrzymać majątek w spadku.

2. Możesz „wżenić się” w majątek.

3. Możesz wygrać na loterii.

4. Możesz zaskarżyć jakąś firmę i wygrać proces.

5. Możesz „zrobić” majątek.

Pierwsze cztery metody pomińmy, bo nie o tego rodzaju bogaceniu się będziemy mówili. Nie tędy wiedzie droga do prawdziwego bogactwa. W USA, kraju, w którym mieszka najwięcej milionerów, 80% z nich to milionerzy w pierwszym pokoleniu. A zatem jedynie 20% otrzymało majątek w spadku lub się weń „wżeniło”. Można oczywiście liczyć na łut szczęścia, na to, że mi się uda, że może odnajdzie się jakiś bogaty, zapomniany wujek z Ameryki, po śmierci którego pojawi się spory majątek.

Jednak prawdopodobieństwo tego, że tak się stanie, jest nikłe, i łudzenie się, że tak będzie, oraz oczekiwanie, że pewne go dnia wszystko się zmieni, jest po prostu naiwnością.

Wiele osób liczy także na to, że wygra na loterii. No cóż, odwołując się po raz kolejny do statystyk, możemy dojść do wniosku, że prawdopodobieństwo wygranej na loterii ma się tak jak jeden do trzynastu milionów, zaś uderzenia piorunem — jeden do siedmiu milionów. Skoro nikt nie chce być uderzony piorunem, co jest bardziej prawdopodobne, to dlaczego tak wiele osób chce zdobyć coś, co jest dwa razy mniej prawdopodobne? Poza tym, jak już wiesz, nawet ci, którym udało się wygrać, szybko tracą swoje pieniądze. Często też osoby, które wygrały, nawet o tym nie wiedzą i nigdy nie odbierają swoich nagród.

Są także tacy, którzy skarżą bogate koncerny i chcą ogromnych odszkodowań, najczęściej z powodu zapadnięcia na śmiertelną chorobę w wyniku stosowania ich produktów. Najczęściej takie procesy odbywają się w USA i, podobnie jak ma to miejsce w wypadku wygranych na loterii, rzadko wypłata odszkodowania czyni z powodów ludzi wolnych finansowo.

Skupmy się zatem na tym, jak zdobyć majątek, ponieważ jest to znacznie łatwiejsze, a przede wszystkim bardziej przewidywalne i realne niż omówione powyżej przypadki. Zastanówmy się najpierw, dlaczego ludzie nie są bogaci.

Dlaczego ludzie nie są bogaci?

1. Nie określili precyzyjnie, czym jest bogactwo.

2. Czynią z bogactwa ruchomy (ciągle oddalający się) cel.

3. Określają swoje bogactwo w sposób, który sprawia, że staje się ono niemożliwe do osiągnięcia.

4. Nie wierzą w ten niemożliwy do osiągnięcia cel.

5. Nigdy nie robią z tego absolutnej konieczności.

6. Nie mają realistycznego planu.

7. Nie realizują swojego planu.

8. Nie mają dobrych nauczycieli. Nie szukają dobrych wzorców i nie czerpią z nich.

9. Słuchają specjalistów i ekspertów, przenosząc na nich odpowiedzialność za pomnażanie swoich pieniędzy, zamiast zająć się tym samodzielnie.

10. Poddają się w momencie, gdy napotykają na większe trudności finansowe.

11. Nie traktują swojego życia jak przedsiębiorstwa, które pod koniec każdego roku powinno przynosić zyski.

12. Ulegają wpływowi innych ludzi, co blokuje podejmowanie przez nich dobrych decyzji i wprowadzanie w życie planów.

Najważniejszych jest osiem pierwszych punktów. Spójrz na to zestawienie i zaznacz, które z nich dotyczą Ciebie.

Zazwyczaj osoby, których dotykają wyzwania finansowe1, na większość zagadnień odpowiadają twierdząco.

1 Słowo „wyzwanie” jest używane w miejsce słowa: „problem”. Sens tego zabiegu został wyjaśniony w dalszej części książki.

Zadają sobie wtedy kolejne pytania:

  • Czy można to zmienić?
  • Jeżeli tak, to jaka jest droga, która wiedzie ku zmianie?
  • Jak stać się bogatym, zamożnym, niezależnym finansowo?
Aby przejąć kontrolę nad swoimi finansami, stać się osobą zamożną, niezależną finansową, potrzebne są odpowiednie wzorce mentalne i dysponowanie właściwą wiedzą.

Wzorce mentalne:

  • wyznawane wartości (ich system);
  • przekonania na temat pieniędzy, bycia bogatym, wolności finansowej;
  • sposób zaspokojenia głównych potrzeb.

Wiedza:

  • koncept i zasady organizowania finansów;
  • konkretne strategie służące osiągnięciu sukcesu finansowego;
  • zasady gry;
  • zrozumienie narzędzi.

Przyjrzyjmy się zatem temu, czym są i jak funkcjonują wzorce mentalne.

W sposób najbardziej czytelny negatywne wzorce mentalne manifestują się w postaci oznak blokady finansowej.

Oznaki blokady finansowej

  • Kierowanie się ograniczającymi przekonaniami na temat swoich perspektyw w zakresie sukcesu finansowego i dobrobytu oraz powtarzanie tych przekonań (np. „Nie mogę otworzyć biznesu, bo w tym mieście jest za mało ludzi”).
  • Uczucie zazdrości i zawiści w stosunku do tych, którzy są zamożni i odnoszą sukcesy.
  • Unikanie wydawania pieniędzy na duże przyjemności, a wydawanie ich szerokim gestem na przyjemności doraźne2.
  • Zostawianie płacenia rachunków na ostatnią chwilę lub spóźnianie się z płatnościami; wnoszenie opłat z uczuciem odrazy.
  • Przesadne oszczędzanie w drobnych wydatkach i beztroska przy większych sumach.
  • Odkładanie przyjemności na później.
  • Zrzucanie winy za własny brak dobrobytu na gospodarkę (postawa ofiary).
  • Brak jasno określonych celów w życiu.
  • Uczucie, że jest się niegodnym i niedocenianym.
  • Ograniczona ciekawość świata; obojętność.

2 Duże przyjemności wiążą się z większym wydatkiem, np. wyjazd na wczasy za granicę, zakup dobrego ubrania itp. Przyjemności doraźne to kupowanie płyt CD, DVD, słodyczy i innych drobiazgów, które dają poczucie chwilowej przyjemności.

Zacznijmy zatem od początku.

Dlaczego zwycięzcy loterii zostają bankrutami, a byli milionerzy potrafią odbudować swój majątek od zera?»

Droga do absolutnej wolności finansowej

Każdy z nas doświadcza w swoim życiu czterech rodzajów edukacji: szkolnej, zawodowej, życiowej i finansowej.

Edukacja szkolna to inaczej wykształcenie podstawowe, które zgodnie z konstytucją ma obowiązek przejść każdy obywatel naszego kraju. Zasada ta obowiązuje zresztą we wszystkich rozwiniętych krajach świata. Jest to zatem edukacja, którą w dzieciństwie otrzymuje każdy, i która w życiu przydaje się niewiele lub w ogóle, a jeżeli z niej korzystamy, to w zakresie tak bardzo ograniczonym, że raczej uczęszczanie do szkoły możemy uważać bardziej za proces socjalizacji niż edukacji.

Edukacja zawodowa to cała wiedza i umiejętności, które nabywamy w procesie nauki swojego przyszłego zawodu. To wszystko to, czego uczymy się w szkołach zawodowych, wyższych uczelniach itp. Ten rodzaj edukacji jest ukierunkowany na wiedzę praktyczną, która powinna nam pomóc na starcie w życie zawodowe.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu zakończenie nauki w danym zawodzie właściwie oznaczało zakończenie nauki w ogóle. Większość społeczeństwa szła do pracy i wykonywała pewne czynności, do których została przygotowana w szkole. Tylko nieliczne jednostki dalej się uczyły i rozwijały. W obecnych czasach, ze względu na złożoność i szybki rozwój technologii i komunikacji, proces nauki najczęściej kończy się dopiero po przejściu na emeryturę. Zaś za ok. dwadzieścia lat zakończy się dopiero wraz z ustaniem życia, bowiem przejście na tzw. emeryturę nie będzie oznaczało zakończenia aktywności zawodowej.

Edukacja życiowa to wszystko to, czego uczymy się niejako „przy okazji” w trakcie całego życia. To, czego uczymy się, obcując z naszymi rodzinami, innymi dziećmi, licealistami, studentami, pracownikami, szefami, znajomymi i całkowicie obcymi ludźmi. Podobnie jak w przypadku poprzednich dwóch rodzajów edukacji, tak i tutaj możemy mówić o procesie, który trwa całe życie.

Jednak nikt nie mówi nam, jak się należy zachować w takiej czy innej sytuacji, co robić, aby odnieść sukces w relacjach z innymi ludźmi, jak reagować w sytuacji konfliktowej, jak rozwiązywać problemy, jak wychowywać dzieci itd. Chociaż szkoła stara się przejąć na siebie część nauczania o tym, jak radzić sobie w życiu, informacje, jakie przekazuje, są najczęściej mało praktyczne i oderwane od rzeczywistości. I tak, koniec końców, musimy sami uczyć się na swoich błędach.

Edukacja finansowa to ten rodzaj edukacji, która podobnie jak w przypadku poprzedniej odbywa się niejako „przy okazji”. W pewnym sensie jest także częścią edukacji życiowej. Jednak ze względu na rosnącą rolę pieniądza wydaje się ona najbardziej przydatna ze wszystkich pozostałych, chociaż z nich wszystkich jest najtrudniej dostępna. O finansach możemy się nauczyć w wybranych szkołach, które oferują w swoich programach zajęcia poświęcone tym zagadnieniom.

Jednakże to, czego możemy się tam dowiedzieć, to raczej jak zarządzać finansami innych osób i instytucji, a nie własnymi. Jak zaś pokazuje doświadczenie, bardzo często osoby, które zajmują się rachunkowością, księgowością, zarządzaniem powierzonymi pieniędzmi czy doradztwem finansowym, same nie należą do grona ludzi zamożnych, a najczęściej wręcz borykają się z wyzwaniami finansowymi.

Dzisiaj, jak nigdy wcześniej w historii ludzkości, wszyscy jesteśmy w stanie zapewnić sobie zaspokojenie pięciu głównych potrzeb, co, jak wiesz, ma największy wpływ na jakość naszego życia. I tak, jak nigdy wcześniej w historii ludzkości, zależy to od zasobności naszych portfeli. Dlatego edukacja finansowa to nie nauka o tym, czym są pieniądze i jak nimi zarządzać. Taka wiedza, zdobywana w szkołach ekonomicznych, wykładana przez profesorów, nie jest praktyczna ani nie daje efektów, o czym może świadczyć chociażby stan naszych finansów publicznych.

Jak możemy czerpać wiedzę od kogoś, kto uczy o istnieniu deficytu budżetowego i traktuje go jako normalne zjawisko ekonomiczne? Jesteśmy od dziesiątek lat rządzeni przez ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym, czym jest i jak faktycznie funkcjonuje pieniądz. Jeżeli spojrzy się na to, co robią rządy rozwiniętych państw, którym doradzają ekonomiści, przypomina się fragment z kabaretu Jana Pietrzaka, powstałego jeszcze w czasach „brzydkiej komuny”.

I chciałoby się zacytować: Idioci i kretyni albo… sabotażyści i dywersanci. Przeciętny obywatel, widząc, że większość państw, także i Polska, ma deficyt budżetowy, uważa, że jego długi są zjawiskiem normalnym. Warto uświadomić sobie, że tak nie jest. W przyrodzie nie ma czegoś takiego jak minus jedno drzewo, minus trzy kury czy minus milion bakterii. Zresztą nie trzeba odnosić się do przyrody. Wystarczy pomyśleć, jak długo utrzymałby się zarząd firmy, która co roku wykazywałaby straty.

Pieniędzy i zamożności nie zdobywa się poprzez zabieranie części tego, co wypracowali ci, którzy są kreatywni, otwarci i angażują się przez 24 godziny na dobę, i dawanie tym, którzy wolą spędzać czas przed telewizorem i udawać, że to, że tak żyją, to nie jest ich wina. A czyja?

Pieniądze zdobywa się w procesie, na który składa się wykonywanie danych czynności przez określony czas. I to jest najważniejsza informacja. Pieniądze faktycznie nie rosną na drzewach, tylko dojrzewają w procesie naszego kreatywnego myślenia i konsekwentnego działania.

Dlaczego zwycięzcy loterii zostają bankrutami, a byli milionerzy potrafią odbudować swój majątek od zera?»

Klucz do wolności finansowej

Jedynym sposobem osiągnięcia pełnej wolności finansowej jest nauczenie się i konsekwentne stosowanie prostej zasady.

Wydawaj mniej, niż zarabiasz oraz inwestuj różnicę!

Następnie ponownie zainwestuj otrzymany procent.

Z zainwestowanego kapitału uzyskasz masę krytyczną.

To pozwoli Ci na osiągnięcie pożądanego poziomu życia w przyszłości.

Ta prosta zasada zapewni, że przyjdzie moment w Twoim życiu, kiedy nie będziesz musiał pracować ani jednego dnia więcej. A jeżeli będziesz pracował, to dlatego że chcesz, a nie dlatego że musisz. To jest jedna z najważniejszych zasad postępowania z pieniędzmi, która poprowadzi Cię do wolności finansowej.

„Ale ja nie mam tyle pieniędzy, aby to zrobić”. To najczęstsza wymówka. Jest tak pospolita i nieprawdziwa, że aż wstyd ją wypowiadać i przykro jej słuchać.

Przyjrzymy się poniższemu zestawieniu.

Załóżmy, że od chwili, w której przychodzi na świat Twoje dziecko, odkładasz w każdym miesiącu, z myślą o jego przyszłości, 50 zł ze swoich zarobków.

50 zł miesięcznie

50 zł miesięcznie (od momentu urodzenia dziecka), zakładając 15% oprocentowania rocznego, da 55 212 zł — w momencie gdy dziecko skończy 19 lat.

Nawet jeżeli nie będzie już więcej wpłat na to konto, ale pieniądze w dalszym ciągu będą ulokowane na 15% rocznie, będzie ich:

  • 4,8 mln zł — gdy dziecko skończy 50 lat;
  • 19,6 mln zł — gdy dziecko skończy 60 lat;
  • 79,1 mln zł — gdy dziecko skończy 70 lat.

50 zł miesięcznie to tylko 12,50 zł tygodniowo i tylko 1,66 zł dziennie! No właśnie. Tyle czasu? Tak, tyle czasu! Czas to jeden z najważniejszych składników niezależności finansowej.

A teraz zastanów się: czy znasz kogoś, kto w wieku 50 lat, nie robiąc absolutnie nic: nie pracując, nie prowadząc żadnego biznesu, nie mając nieruchomości, bogatych krewnych, otrzymuje co miesiąc 32 000 zł wynagrodzenia? Znasz niezbyt wiele takich osób, prawda? Czy chciałbyś w wieku 50 lat mieć takie dochody? Bez pracy, bez wysiłku, bez zmartwień o ludzi, maszyny, lokale, ZUS, urząd skarbowy itp.? Droga otwarta. Dla Ciebie jest za późno, ale możesz zapewnić takie życie swojemu dziecku. Na pewno się nie obrazi.

Skąd wiadomo, że to będzie 32 000 zł co miesiąc? Zobaczysz w dalszej części książki.

Nie robi na Tobie wrażenia 32 000 zł miesięcznie? To nie szaleństwo? Stać Cię na więcej? Nawet na 100 zł miesięcznie? To zobaczmy, jak to będzie w wypadku 100 zł.

100 zł miesięcznie

100 zł miesięcznie (od momentu urodzenia się dziecka), zakładając 15% oprocentowania rocznego, da 110 426 zł w momencie gdy dziecko skończy 19 lat.

Nawet jeżeli nie będzie już więcej wpłat na to konto, ale pieniądze w dalszym ciągu będą ulokowane na 15% rocznie, będzie ich:

  • 9,6 mln zł, gdy dziecko skończy 50 lat;
  • 39,2 mln zł, gdy dziecko skończy 60 lat;
  • 158,2 mln zł, gdy dziecko skończy 70 lat.

Teraz Twoje dziecko w wieku 50 lat ma miesięczny, pasywny dochód na poziomie 64 000 zł. A Ty inwestowałeś tylko 100 zł miesięcznie.

Czy teraz dostrzegasz, ile pieniędzy przechodzi przez Twoje ręce każdego dnia? Przyjrzyjmy się z ciekawości innym liczbom.

Jaki roczny przyrost mogą przynieść Twoje pieniądze… zakładając 15% rocznego przyrostu?

Tabela 1. Hipotetyczny roczny przyrost przy 15-procentowym oprocentowaniu (w zł) (Przykłady nie uwzględniają wszelkiego rodzaju opłat, prowizji i podatków.)

1 rok 5 lat 10 lat 20 lat 30 lat 40 lat 50 lat
50 zł 651 4484 13933 75798 350491 1571188 6985901
100 zł 1302 8968 27866 151596 700982 3142376 13971803
200 zł 2604 17936 55731 303191 1401964 6284751 27943606
500 zł 6511 44841 139329 757978 3504910 15711878 69859014

Źródło: Opracowanie własne.

Gdyby było Cię stać na 500 zł miesięcznie przez 50 lat, to Twoje dziecko, ukończywszy 50 lat, cieszyłoby się życiem, mając 745 726 zł miesięcznego pasywnego dochodu! Bez ruszania kapitału! 745 726 zł miesięcznie? Tak. Dokładnie tyle!

Nawet jeżeli Twoja inwestycja nie da Ci 15%, nawet jeżeli odsetki od kapitału będą mniejsze, i tak tego, co Twoje dziecko zyskałoby ze zgromadzonego kapitału, w żaden sposób nie można porównać do emerytury, jaką miałoby, pracując kolejne kilkanaście lat, aż do osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego.

Jak to możliwe? Dowiesz się w dalszej część książki, zastanawiając się nad swoimi marzeniami finansowymi. Zanim jednak do tego dojdziesz, uzyskasz jeszcze inne, bardziej szokujące informacje o tym, jak potężną siłę mają zarabiane przez Ciebie pieniądze — niezależnie od tego, jakie to kwoty.

Tak właśnie wygląda Twój potencjał finansowy. Jeżeli jednak to nie Ty jesteś tym nowo narodzonym dzieckiem albo nie masz dziecka, albo nie chcesz mu zapewnić przyszłości finansowej, tylko zastanawiasz się, co Ty, w swojej obecnej sytuacji, możesz zyskać, to najwyższy czas zacząć wszystko od początku.

Dlaczego zwycięzcy loterii zostają bankrutami, a byli milionerzy potrafią odbudować swój majątek od zera?»

Procent składany

Podane powyżej przykłady bazują na wykorzystaniu siły procentu składanego. Albert Einstein nazwał procent składany największym wynalazkiem ludzkości. To właśnie efekt procentu składanego odpowiada za to, że Twoja inwestycja w postaci 50 zł miesięcznie zamieniła się w 32 000 zł miesięcznego dochodu po 50 latach.

Einstein podał definicję procentu składanego, która mówi, że aby obliczyć, po ilu latach kapitał ulegnie podwojeniu, należy liczbę 72 podzielić przez procent zwrotu z danej inwestycji. Jeżeli, przykładowo, zwrot z Twojej inwestycji wynosi 12% w skali roku, to kwota, którą zainwestowałeś, ulegnie podwojeniu po sześciu latach, ponieważ 72 przez 12 daje 6. Jeżeli natomiast zwrot z inwestycji wyniósłby 24%, kapitał podwoiłby się po trzech latach.

Zwróć jednak uwagę na to, że jest to kapitał, który został zainwestowany jednorazowo. Jeżeli natomiast wpłacałbyś określoną kwotę regularnie (miesięcznie, kwartalnie, rocznie), to odsetki od kapitału również byłyby inwestowane. Dlatego w powyższych przykładach kapitał kilkuset złotych miesięcznie inwestowanych przez kilkadziesiąt lat zamienia się w miliony.

Jak pracują pieniądze?

Na to, aby stać się niezależnym finansowo, mają wpływ cztery czynniki:

1. Czyli to, ile procent zyskasz na inwestycji, w jaką „zaangażujesz” swoje pieniądze.

2. Czas trwania inwestycji. Czyli to, jak długo będzie ta inwestycja trwała.

3. Rodzaj inwestycji. Czyli to, w co inwestujesz.

4. Wielkość inwestycji. Czyli to, ile pieniędzy jesteś w stanie zainwestować.

Zwrot z inwestycji może być różny. Polacy inwestują głównie w dwa skrajne instrumenty inwestycyjne: lokaty bankowe z jednej strony i nieruchomości z drugiej. Lokata bankowa daje dzisiaj od 3 do 5% realnego zwrotu z inwestycji, co przy obecnym poziomie inflacji nie wydaje się korzystne. Jednak lokata ma jedną główną korzyść: pieniądze nie tracą na wartości i nie są wydawane na konsumpcję.

Z kolei ziemia (rzadziej dom lub lokal) kupiona i sprzedana w odpowiednim momencie może przynieść nawet kilka tysięcy procent zwrotu. Na przykład hektar ziemi wraz z siedliskiem na Suwalszczyźnie można było kupić w roku 2000 już za 5000 zł. Dziesięć lat później ten sam hektar wart był 200 000 zł. Czyli w ciągu dekady wartość tej nieruchomości wzrosła 40-krotnie! W tym samym czasie zysk z lokaty bankowej wyniósł nieco ponad 3800 zł.

Zatem w tym wypadku trudno jest nawet porównywać te dwa sposoby lokowania pieniędzy. Jeżeli jednak przypomnisz sobie omówiony wcześniej przykład sprzedaży mieszkania w Warszawie, okaże się, że sytuacja może być odwrotna. Mimo że pozornie wydawać by się mogło, że zakup nieruchomości w Warszawie powinien być lepszą inwestycją niż ziemia na Suwalszczyźnie.

I tutaj mamy do czynienia z kolejnym czynnikiem związanym z poziomem zwrotu z inwestycji: z ryzykiem. Zazwyczaj wielkość zwrotu z inwestycji jest odwrotnie proporcjonalna do ryzyka. Nisko oprocentowane lokaty oferują najczęściej najbardziej stabilne banki, posiadające największe rezerwy i kapitały.

Większe oprocentowanie z kolei — banki, które nie mogą się poszczycić takimi zabezpieczeniami. Oferują jednak wysokie oprocentowanie po to, aby przyciągnąć klientów i ich gotówkę. Dlaczego? Wyjaśnimy to w dalszej części książki.

Pieniądze zainwestowane w obligacje Skarbu Państwa będą bezpieczne, ale ich oprocentowanie będzie nieznacznie większe od oprocentowania lokaty bankowej. Obligacje państwowe uważane są za najbardziej bezpieczne instrumenty finansowe, ponieważ gwarantuje je państwo. Musimy jednak pamiętać, że nie ma czegoś takiego, jak 100% gwarancji. Historia notuje przypadki bankructwa państw lub wojny i zmiany ustroju państwa. Wówczas obligacje nie mają żadnej wartości, a pieniądze w nie zainwestowane przepadają.

Zatem z jednak strony mamy lokaty, a z drugiej nieruchomości. Obecnie Polacy mają oszczędności na blisko 900 mld zł, z czego ponad 80% znajduje się na lokatach bankowych (dane dotyczą pierwszego kwartału 2011 roku). Pomiędzy lokatami a nieruchomościami mamy do dyspozycji bardzo wiele instrumentów, w które możemy inwestować środki finansowe. Mogą to być:

  • akcje spółek;
  • polisy na życie z umową dodatkową w postaci funduszu
  • inwestycyjnego;
  • fundusze inwestycyjne;
  • fundusze funduszy;
  • rynek pieniężny;
  • biznes;
  • kruszce i kamienie szlachetne;
  • paliwa kopalniane;
  • wino;
  • monety i znaczki;
  • szkolenia i rozwój kompetencji własnych itp.

Inwestowanie w akcje spółek, czyli tzw. gra na giełdzie, jest ryzykowne. Temat ten został już częściowo omówiony. Warto pamiętać, że giełda może przynieść zarówno bardzo duże dochody, jak i straty. Poza tym trudno zaczynać grę na giełdzie, inwestując 200 zł miesięcznie. Wymaga to przeznaczenia o wiele większych środków.

Pamiętaj:

Gospodarka dąży do utrzymania równowagi. Jeżeli gdzieś jest strata, w innym miejscu pojawia się zysk.

Możesz np. inwestować w akcje. Kiedy jest hossa, zyskujesz, jednak kiedy jest bessa, zaczynasz tracić. Zwróć jednak uwagę na to, że w czasie kiedy jest bessa na giełdzie, jest hossa na giełdach towarowych i jeśli chodzi o kruszce. Gdy jest bessa, inwestorzy wyprzedają akcje.

A skoro to robią, muszą też coś robić ze swoimi pieniędzmi. Nie chowają ich pod materac, tylko inwestują w coś innego. Dlatego w czasie bessy rośnie cena złota, srebra, a także mrożonego soku pomarańczowego. Kiedy giełda przynosi małe zyski, inwestorzy uciekają w kierunku surowców kopalnianych i na rynki rozwijające się. Tak działają wielcy inwestorzy. A co robi nasz przysłowiowy Kowalski? Siedzi z nosem w gazecie „Parkiet”, drapie się po głowie, czytając analizy rynku, i ma nadzieję, że kiedyś odrobi straty. Dlaczego nie ucieka na inne rynki? Bo albo go nie stać, albo nie ma do nich dostępu, albo i jedno, i drugie.

Jeżeli chcesz inwestować na giełdzie, pamiętaj:

Ty sam musisz pilnować swoich inwestycji. Nie ufaj doradcom. Oni mogą się mylić, a Ty tracisz.

Ufaj swojej intuicji. Musisz oczywiście poznać wszystkie narzędzia, które pomogą Ci lepiej zarządzać portfelem posiadanych akcji, takie jak STOP-LOSS (zlecenie sprzedaży papierów wartościowych po osiągnięciu przez nie określonej ceny, tak aby powstrzymać stratę.) lub ATOR- BETTER (zlecenie realizacji transakcji, kiedy cena akcji osiągnie określony poziom.) i inne. Więcej na ten temat możesz się dowiedzieć dzięki internetowi lub czytając odpowiednią literaturę.

W przypadku polis i funduszy inwestycyjnych możesz  liczyć na zwrot na poziomie 5–35%. Wiele zależy od tego, jaka jest koniunktura na rynku. Jeżeli na giełdzie jest hossa, zazwyczaj fundusze także ją notują, jeżeli jest bessa, możesz spodziewać się mniejszych zysków. Pamiętaj przy tym, że fundusze inwestycyjne to nie instytucje charytatywne, których jedynym celem i marzeniem jest to, aby ich klienci się bogacili.

Są to firmy nastawione na zysk, dlatego w pierwszej kolejności zabezpieczają swój interes, a dopiero później Twój. Dlatego, niezależnie, czy fundusz przynosi straty, zyski czy stoi w miejscu, Ty i tak ponosisz różnego rodzaju opłaty: za zarządzanie, za przeniesienie środków, za lokowanie pieniędzy, za wypłaty itp. Doradzanie, żeby sprawdzać i analizować oferty wielu funduszy, do których zachęcają dziennikarze i media, nie ma najmniejszego sensu, ponieważ liczenie na to, że jakiś fundusz będzie działał inaczej niż 99% innych, jest zwykłą naiwnością.

Co do ryzyka, to wszystko zależy od tego, jaki fundusz wybierzesz. Najczęściej spotykamy trzy rodzaje funduszy: akcji (dotyczy wszelkiego rodzaju akcji małych i średnich przedsiębiorstw, zagranicznych itd.), obligacji i zrównoważone. Fundusze akcyjne wiążą się z dużym ryzykiem, ale mogą przynieść także największe zyski — nawet kilkaset procent. Można także dużo na nich stracić. Fundusze obligacji zazwyczaj przynoszą zysk na poziomie procentu lub dwóch ponad inflację.

Z kolei fundusze rynku pieniężnego są pomiędzy tymi dwoma wymienionymi powyżej. Nasuwa się więc prosty wniosek: jeżeli rynek ma się dobrze, warto trzymać środki w funduszach akcji, jeżeli ma się źle, w obligacjach, które co prawda przyniosą niewielki zysk, ale przynajmniej nie grożą stratami.

Posiadając 100 zł wolnych środków finansowych miesięcznie, można zacząć inwestować w tego typu instrumenty. Trzeba jednak pamiętać, że inwestycja miesięczna może nie mieć większego sensu, ponieważ wpływy na konto funduszu wiążą się z opłatą manipulacyjną (dotyczy większości funduszy na polskim rynku.), która najczęściej wyrażona jest określoną kwotą. Zatem osoba, która inwestuje 100 zł miesięcznie, może, przykładowo, zapłacić 8 zł, co stanowi tyle samo, ile zapłaci osoba, która zainwestuje 1200 zł w skali roku.

Wydaje się to nieistotne, jednak gdy przyjrzymy się temu bliżej, okaże się, że 8 zł ze 100 zł to 8%, które jest potrącane w każdym miesiącu. Aby zatem odrobić koszt opłaty manipulacyjnej, fundusz musi wypracować minimum 8% zysku. Na 8% pracuje 100 zł, czyli niewielka kwota. Natomiast w przypadku 1200 zł wpłaconych w systemie rocznym 8 zł to 0,66%. Mimo że ta opłata jest pobierana miesięcznie, to na jej zarobienie pracuje nie 100 zł, a kwota 12-krotnie wyższa. Inaczej rzecz ujmując, o wiele łatwiej jest wypracować 0,66% w pierwszym miesiącu i proporcjonalnie w każdym z pozostałych, niż 8%.

Wyobraźmy sobie, że jeżeli fundusz będzie zarabiać 7%, to po kilku latach osoba, która inwestowała po 100 zł miesięcznie, wybierze z funduszu mniej, niż zainwestowała. To nie ma sensu! Lepiej pojechać na Wyspy Kanaryjskie i cieszyć się słońcem i życiem.

Natomiast jeżeli ta sama osoba zainwestuje 1200 zł raz do roku, to, chociaż jest to wydatek jednorazowy i wydaje się bardzo duży, zwrot z inwestycji, jaki uzyska fundusz, szybko pokryje koszt opłaty i pieniądze przyniosą zysk. Po kilku latach okaże się, że inwestycja była opłacalna.

Wiele osób inwestowało przez kilka lat, a potem to, co wypracowały zakłady ubezpieczeń lub fundusze inwestycyjne, nie zwracało zainwestowanych pieniędzy. Niestety większość inwestycji Polaków w fundusze i w polisy to inwestycje w postaci miesięcznych składek.

Pamiętajmy, że o wiele łatwiej jest przekonać klienta, żeby inwestował 100, 150 czy 200 zł miesięcznie, niż 1200, 1800 czy 2400 zł jednorazowo w skali roku. Zamiast oskarżać agentów, ubezpieczycieli i fundusze, powinniśmy przeanalizować swój sposób myślenia, ponieważ to my jesteśmy odpowiedzialni za decyzje, jakie podejmujemy.

Podsumowując, na pewno lepiej jest inwestować (w odpowiedni sposób) w fundusz niż trzymać pieniądze pod materacem lub wydawać je na konsumpcję.

Jednym z najlepszych rozwiązań jest inwestowanie za pośrednictwem funduszu funduszy. Takie rozwiązania oferują u nas polskie i zagraniczne zakłady ubezpieczeń.

Fundusz funduszy pozwala Ci inwestować w takie instrumenty, w które większość osób inwestować nie może (chociażby ze względu na duże kwoty inwestycji wymagane przez niektóre fundusze). Fundusz funduszy daje również szansę inwestowania w wiele różnych funduszy naraz, co chroni Cię przed stratą i daje potencjalnie możliwości większych zysków.

Za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych możesz inwestować także w akcje. Wówczas nieco (ale nigdy nie całkowicie) ograniczasz ryzyko. Jeżeli na giełdzie będzie bessa, a Twój portfel składa się ze spółek notowanych na giełdzie, to nie licz na to, że nie stracisz. Pamiętaj, fundusz i tak pobierze opłaty, niezależnie od tego, czy zyskasz czy też nie.

To tylko przykładowe narzędzia, które możesz stosować. Jest ich o wiele więcej. Warto, przed podjęciem decyzji o zainwestowaniu swoich pieniędzy, sprawdzić, jakie możliwości w tym zakresie daje Ci dany fundusz. Pamiętaj jednak, że nie ma nic za darmo. Takie narzędzia to dodatkowe opcje. Zatem albo musisz je dokupić, albo możesz z nich korzystać dopiero po zainwestowaniu określonej kwoty. Najczęściej spotkasz się z tą drugą możliwością.

Dlatego najlepszym rozwiązaniem może być jednak wybór funduszu funduszy, który ma w swojej ofercie m.in. fundusze:

  • akcji;
  • rynku pieniężnego;
  • obligacji;
  • surowców i kruszców;
  • rynków rozwijających się.

To pozwala przenosić zainwestowane pieniądze do dowolnego wybranego funduszu.

Jeżeli zdecydujesz się na zainwestowanie swoich pieniędzy w fundusz funduszy, dowiedz się, jakie masz możliwości. Oczywiście nie licz na to, że takie narzędzie dostaniesz za 100 zł miesięcznej inwestycji. W ogóle przestań wierzyć w inwestycje tego typu. Są one dobre dla dzieci, które właśnie przyszły na świat. Jeżeli masz 30 lat lub więcej, musisz inwestować więcej, znacznie więcej. I tylko, w przypadku wpłat regularnych, rocznie.

A co mam zrobić, jeżeli nie stać mnie na więcej niż 100 zł miesięcznie? Nie inwestuj. A tak poważnie, to znajdź te pieniądze.

Są dwie metody:

1. Wydawaj mniej.
2. Zarabiaj więcej i wydawaj mniej.

Dlaczego zwycięzcy loterii zostają bankrutami, a byli milionerzy potrafią odbudować swój majątek od zera?»

Wydawaj mniej

Gdy zobaczysz, jak wiele pieniędzy przechodzi przez Twoje ręce, może Cię to mocno zaskoczyć. Skoro już zdajesz sobie sprawę z tego, jak wiele możesz zyskać, inwestując 100, 200 czy 500 zł miesięcznie, to teraz przyjrzyj się temu, jak znikają pieniądze z Twojego portfela.

Przykładowa analiza wydatków miesięcznych, których możesz uniknąć:

  • Tankowanie paliwa na stacji X, która oferuje pogram lojalnościowy i ciekawe nagrody. Zamiast płacić za paliwo 4,95 zł, płacisz średnio 5,15 zł. W ciągu miesiąca wydajesz o ok. 20–40 zł więcej.
  • Papierosy? W ciągu miesiąca z Twojego budżetu ubywa o 250–300 zł więcej niż osobom, które nie palą.
  • Raz na jakiś czas piwo? 50–200 zł.
  • Herbata, kawa, kanapka? 100 zł.
  • Lunch na mieście? 200–300 zł.
  • Gazety? 50 zł.
  • Opłaty za rachunek bankowy, przelewy, karty, wypłaty z bankomatów itp.? 30–70 zł.

To daje razem od 450 do 800 zł miesięcznie. W skali roku minimum 5400 zł plus 1200 zł, które możesz zainwestować, co daje Ci łącznie 6600 zł rocznie i… jesteś zdrowszy na duchu i ciele.

Możesz zapytać:

  • Czy to znaczy, że mam prowadzić własny, domowy budżet, jak radzi wielu autorów, doradców i konsultantów?
  • Czy to znaczy, że mam analizować każdy wydatek: na chleb, masło, paliwo czy kawę?
  • Czy to znaczy, że muszę kilka razy obejrzeć każdy grosz przed decyzją, czy i na co wydać?
  • Czy to znaczy, że mam przez kolejne 30 lat ciułać i nie cieszyć się życiem?
  • Czy to znaczy, że dopiero jak będę stary i słaby, to będę mógł sobie pozwolić na więcej, mimo że to już nie będzie mnie cieszyć?

To są bardzo dobre pytania, na które trzeba sobie jasno odpowiedzieć.

  • A jak czujesz się z tym budżetem?
  • Czy przekonuje Cię to, że posiadając budżet, staniesz się bogaty?
  • Czy masz przekonanie do ciułania i ograniczania się?
  • Czy jesteś w stanie na dłuższą metę prowadzić księgę przychodów i rozchodów własnego gospodarstwa domowego?

Zapewne, jak u większości osób, Twoje odpowiedzi brzmią: „Nie”.

Cierpienie i przyjemność rządzą naszym życiem. Jeżeli coś sprawia Ci trudność i musisz się wciąż i wciąż przełamywać, walczyć ze sobą i ograniczać, to efekt, jaki uzyskasz, może być odwrotny. W końcu pękniesz i będziesz miał finansowy efekt jo-jo — wszystko, co udało Ci się odłożyć, wydasz z nadwyżką. Ograniczając się i robiąc zakupy w najtańszych marketach, doprowadzisz do podwójnego zamknięcia.

Z jednej strony będziesz czuć niedosyt, że się ograniczasz i nie możesz sobie pozwolić na coś lepszego, a z drugiej nie będziesz podświadomie postrzegać siebie jako kogoś, kto rozsądnie zarządza budżetem, tylko jako kogoś, kogo po prostu nie stać na to, aby żyć lepiej. Nic gorszego nie można sobie zrobić. Tędy nie prowadzi droga do bogactwa, do niezależności finansowej. Przypomnij sobie, jak wielki wpływ na nasze życie mają właściwe przekonania.

Nie chodzi o to, aby zaciskać pasa i liczyć każdy wydawany grosz. Jeżeli praca, którą wykonujesz, przynosi Ci niewielki dochód i nie możesz sobie pozwolić na więcej poza niezbędne minimum; jeśli musisz liczyć się z każdym wydatkiem i planować rozchody z marnymi widokami na dodatkowe przychody, to prędzej czy później cała ta zabawa w budżet jest skazana na porażkę. Jeżeli nie „czujesz” budżetu, daj sobie z nim spokój. O wiele lepsze efekty uzyskasz, stosując pięć prostych zasad omawianych poniżej. Możesz także korzystać z opisanych w dalszej części książki koszy finansowych oraz pudełek na czekoladki.

Zacznij zatem od zasady pierwszej.

Jeżeli nie potrafisz zdecydować, ile przeznaczyć na oszczędzanie, to wprowadź do swojego życia pewną sprawdzoną zasadę:

Zasada I: Oszczędzaj minimum pewien procent swoich miesięcznych dochodów…[..]

Dowiedz się jak kierować swoim życiem finansowym, aby było ono dostatnie, bogate i satysfakcjonujące.

Pełną wersję książki zamówisz na stronie: Żyj i bogać się

 

Jak być bogatym ?

Inny świat Jak żyć bez długów i problemów finansowych ?

Artykuł jest fragmentem publikacji Huberta Dudka Inny świat

Szkoła życia

Uważasz, że nie możesz nic dla siebie zrobić, że to, co masz, zależy tylko od szczęścia w Twoim życiu? System edukacji spowodował, że 95% społeczeństwa jest stworzona do wykonywania zadań, a nie twórczego myślenia. To powoduje, że płacimy masę pieniędzy za ukończenie jakichkolwiek studiów, bo mamy nadzieję na lepszą przyszłość.

Uczelnie prywatne to tylko kolejny biznes zaspokajający ludzkie potrzeby. Czy właścicieli obchodzi to, co studiujesz i czy będziesz miał pracę? Nie, ich interesuje fakt, że zaspokajanie tej potrzeby stało się dochodowe. Ukończona szkoła nie gwarantuje Ci lepszej pracy, ponieważ najlepsi z branży są pasjonatami, uczą się na bieżąco, nie kończą edukacji w momencie, gdy otrzymają kawałek papieru. Dyplom to tylko marne potwierdzenie zaangażowania, a prawdziwa nauka zaczyna się w chwili podjęcia pracy.

Myślisz, że mówię bzdury?

Szkoła nie jest gwarantem lepszej pracy czy dobrego życia. Weźmy pod uwagę głowę państwa. Czy chciałbyś zostać prezydentem? Myślisz, że to niemożliwe? Prezydent Wałęsa jednak to osiągnął, a nie miał wyższego wykształcenia.

Więc odpowiedz mi na pytanie, jak to jest możliwe, że osoba bez wykształcenia wyższego może zostać prezydentem, a wykładowca uczelni musi posiadać przynajmniej wykształcenie magisterskie. Prezydent, będący przedstawicielem całego narodu, nie musi ukończyć wyższej uczelni, a wykładowca, który uczy garstkę studentów, musi mieć wykształcenie przynajmniej magisterskie, a najczęściej nawet doktorat.

Czy to nie absurd naszego świata, że nie wykształcenie jest wyznacznikiem tego, kim jesteś, tylko umiejętność wykorzystania okoliczności?

Kolejnym przykładem mógłby być sławny Andrzej Lepper, który również dobrze potrafił wykorzystać swój czas,wdrapać się na szczyt kariery i zarobić sporo pieniędzy.

Możemy tych ludzi darzyć sympatią bądź nienawidzić, ale faktem jest, że potrafili wykorzystać to, czego inni nie widzieli. Większość potrafi tylko wydawać niesłuszne opinie niepoparte żadnymi dowodami lub oczerniać innych, ale sami nie potrafiliby zarobić nawet złotówki. Chciałbym,abyś należał do ludzi,którzy mają własny rozum i potrafią ocenić trzeźwo sytuację.

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA – świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!»

Prawdziwa historia

Cóż,zacznę od tego, że tak jak Ty czy wielu innych ludzi jestem i zawsze
byłem normalnym człowiekiem. Nigdy nie wyróżniałem się specjalnymi osiągnięciami w nauce. Powiem więcej – byłem do tego stopnia przeciętny, że nie brałem udziału w żadnych zajęciach pozaszkolnych, nie mówiąc już o kółkach czy konkursach. Dlaczego więc teraz osiągam sukces za sukcesem? Bo sam nauczyłem się go kreować.

Sukces jest czymś w rodzaju nieobrobionej materii. To jak kawałek plasteliny, któremu trzeba nadać kształt. Jeśli nie potrafisz być twórcą swojego sukcesu,to nie liczna to, że ktoś ulepi coś z tej plasteliny za Ciebie. Mam na myśli pracodawcę czy pracę na etacie. Nie mówię, że to jest złe, ale zapewne nie zapewni Ci tego, czego w głębi duszy pragnie każdy człowiek: szczęścia i wolności finansowej.

Jeśli liczysz, że na Twojej drodze pojawi się nagle pracodawca-zbawiciel, to jesteś w błędzie. Dlaczego? Bo pracodawca nie po to zakłada biznes, żeby Ci oddać cały zarobek. Prowadzenie biznesu jest trudne i wymaga pewnego przygotowania psychicznego. To tak jak z walką na ringu – jeśli chcesz wyjść do walki, musisz się przygotować kondycyjnie, bo inaczej polegniesz po pierwszym ciosie.

Niestety – większość nie rozumie, że sukces to tak naprawdę tylko i wyłącznie Twoja praca, zaangażowanie, poświęcenie. Nie ma sukcesu bez tych czynników. Czy wygrana w totka jest sukcesem? Nie, to ogromne szczęście niemające z nim nic wspólnego. Zresztą – czy wygrana w totka zmieni Twoje życie, jeśli nie będziesz potrafił obchodzić się z pieniędzmi?

Oczywiście, że nie, bo szybko wydasz swoją wygraną, a dopiero potem zaczniesz się zastanawiać, skąd wziąć pieniądze na opłacenie nowego bmw czy domu o powierzchni 300 m². I co wtedy? Zaczniesz sprzedawać, aby pozbyć się ciężaru.

Statystyki pokazują, że 90% osób, które wygrały duże sumy, w ciągu pięciu lat bankrutuje. Podobnie jest z firmami.Jedynie garstka ludzi wie,jak zarządzać pieniędzmi i się z nimi obchodzić. Dlatego też tylko nieliczni posiadają ogromne ilości pieniędzy, bo wiedzą jak je pomnażać.

Dlaczego zatem ludzie bankrutują, skoro wygrywają tyle pieniędzy, że starczyłyby im do końca życia? Bo nie umieją się z nimi obchodzić. To tak, jakby dziecko posadzić za kierownicą. Jest to niebezpieczne, ponieważ najpierw trzeba nauczyć się jeździć.

Podobnie jest z pieniędzmi. Ludzie otrzymują wygrane, ale zachowują się jak dzieci w sklepie z zabawkami. Chcieliby wszystko od razu. Potrzebna jest nam edukacja finansowa,o której tyle się mówi.Nie mając jej,błądzimy,szukając szczęścia w życiu, zamiast skupić się na tym, na co mamy wpływ, i budować swój sukces stopniowo.

Ludzie po pewnym czasie popadają w monotonię – idą do pracy, wracają do domu, jadą na zakupy, do kina, restauracji, oglądają telewizję i wydają ciężko zarobione pieniądze w inny bezproduktywny sposób. Gdy stykają się z trudem życia codziennego, mówią sobie: „Jakoś to będzie” albo „Oby do pierwszego”. Od razu nasunął mi się kawał z morałem; mnie on nie bawi, ale innym może się spodobać: „Kolega pyta drugiego, jak tam mu się żyje. A on odpowiada, że jakoś leci, do pierwszego starcza. Na to kolega: «To pewnie żyjesz jak pączek w maśle». A on odpowiada, że tak, do pierwszego, a potem znów trzeba do 31. na wypłatę czekać”.

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA – świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!»

Wiedza to władza

Wiedza powoduje, że zaczynasz widzieć nowe możliwości. Tak jak ja je zrozumiałem i ujrzałem. Chcesz dowodu? Dam Ci go. Proste sztuczki magiczne są niesamowite, ale jak już poznasz ich sekret, zaczynasz rozumieć, na czym polegają, i wiesz, że sam mógłbyś je wykonywać, jeśli tylko potrenujesz.

Zrób mały test. Odsłonię przed Tobą kawałek z tej wielkiej magii sukcesu, abyś mógł sam się o tym przekonać. Wykorzystaj najprostsze prawo rynku, jakie istnieje od dawna, a mimo to mało kto je wykorzystuje. Proste prawo handlu: kup taniej, sprzedaj drożej. Spróbuj znaleźć coś, co ludzie chętnie kupią – np. nabądź na portalu aukcyjnym coś wartego kilka złotych, ale okazyjnego, wyjątkowego. A potem wystaw to za cenę 10 zł wyższą niż ta, za którą Ty kupiłeś. Zawsze znajdzie się nabywca. Jeśli nie od razu, to za jakiś czas.

Dlaczego? Ponieważ zawsze znajdzie się człowiek, który będzie w stanie zapłacić za to więcej niż Ty. Zawsze – pamiętaj o tym, że to prawo istnieje, czy Ci się to podoba, czy nie. Chcesz kolejny przykład? Pojedź na okoliczny targ i sprawdź na metkach, gdzie są produkowane sprzedawane tam ubrania. Następnie udaj się do centrum handlowego i zobacz, jak wiele drogich ubrań jest produkowanych w Chinach.

Czy zatem ubrania mniej warte z targu i droższe ze sklepu różnią się czymś, skoro produkowane są w tym samym kraju? Nie. To marketing marki wpływa na Ciebie jako konsumenta, tak że kupujesz ubranie, bo czujesz się w nim bardziej dowartościowany. Chcesz kolejny przykład? Kup na targowisku za grosze coś fajnego swojemu partnerowi lub partnerce i podmień metki z czymś droższym z markowego sklepu. Sprawdź reakcje w momencie, gdy dasz prezent i gdy wyznasz prawdę.

Zapewne będą się od siebie różniły. Ponieważ na Twoją podświadomość działa marketing marki. Podam na koniec jeszcze jeden przykład – na to, jak powierzchowność zmienia sposób postrzegania Ciebie przez ludzi. Kup sobie elegancki strój lub garnitur i wypożycz na jeden dzień świetne auto. Potem podjedź w miejsce, gdzie jest dużo ludzi, i sprawdź ich reakcję. Przyjrzyj się, jak będą się oglądać za Tobą, a może nawet pokazywać Cię palcami.

Dlaczego? Bo powierzchownie ocenią, że masz pieniądze, a Twoje życie jest idealne. Takie, o którym oni mogą tylko pomarzyć. Czy zatem rzeczy materialne wyznaczają prawdziwy status bogactwa, skoro tak łatwo zmylić ludzi? Nie. Bogaci ludzie doskonale wiedzą, co mają robić i jak wykorzystać swoje pieniądze, aby osiągnąć sukces – nie afiszują się ze swoim majątkiem,bo nie muszą nic nikomu udowadniać na siłę.

Może się nawet okazać, że jeden z Twoich sąsiadów już jest bogaty, choć o tym nie wiesz. Pewnie się zastanawiasz, po co Ci to wszystko piszę. Abyś zrozumiał, że sukces nie zależy od tego, jak Cię postrzegają ludzie, tylko od tego, co robisz i jak inwestujesz pieniądze.

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA – świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!»

Zmień swoje myślenie i nastawienie

Początek jest najtrudniejszy, ponieważ musisz zrozumieć, że wszystko, co się zaczyna w Twojej głowie, może zaistnieć naprawdę. Zapewne trudno Ci dopuścić do siebie myśl, że możesz zostać tym, kim chcesz, i że to tak naprawdę zależy tylko od Ciebie.

A tak właśnie jest. Każdy wielki biznes musi powstać najpierw w głowie, potem trzeba nastawić się na jego realizowanie, a następnie opracować plan działania. Jeśli go stworzysz, nie nastawiając się na wykonanie, szybko się wypalisz, bo dążenie do celu jest czasochłonne.

Zazwyczaj zanim osiągniesz cel, nie odnosisz znaczących sukcesów; wręcz przeciwnie – zaczynasz wątpić w to, że faktycznie coś się zmieni. Ale jeśli będziesz wytrwały, dojdziesz w swoim życiu do chwili, gdy wszystko nabierze rozpędu. Dążenie do celu jest trudne, ponieważ droga jest pełna wątpliwości i tylko nielicznym udaje się dojść do końca. Większość szybko powraca na stary, bezpieczny tor, bo zżera ich strach przed tym, co może nastąpić lub co może nie nastąpić. Nie podchodzą do sprawy w ten sposób, że to od nich zależy, jak bardzo się jej poświęcą, tylko ciągle żyją w przekonaniu, że los kieruje ich życiem.

Dlaczego tak jest? Bo ciągła zmiana trasy nie zaprowadzi Cię donikąd. Stare chińskie przysłowie mówi, że jeśli nie zmienisz kierunku, to zapewne dotrzesz tam, dokąd zmierzasz. To trochę tak, jakbyś się nagle obudził w ciemnej i nieprzyjemnej jaskini i miał z niej pięć wyjść. Jeżeli podejmiesz się jednego wyjścia i będziesz szedł nim cały czas, to w końcu, pokonując kolejne przeszkody, wyjdziesz z tej jaskini. Ale jeśli co chwilę będziesz wracał i próbował iść innym wyjściem, bo w poprzednim napotkałeś jakąś drobną przeszkodę, to możesz wcale z tej jaskini nie wyjść.

Porównanie to ma Ci uświadomić, jak wygląda życie Twoje i każdego innego człowieka. Każdy z nas staje przed takim wyborem – jedni są wytrwali i opuszczają ciemną, zimną jaskinię, wchodząc na zielone łąki, a inni ciągle się po niej błąkają, bo boją się postawić kolejny krok.

W odniesieniu do sytuacji życiowych mogę podać jeden, według mnie najlepszy, przykład. Zastanów się, jak często zdarzało Ci się, że np. podejmowałeś nową pracę i mimo że na początku miałeś zapał, później znikł i zaczynałeś myśleć o odejściu. Przyczyny mogły być różne: zła atmosfera w pracy, za niskie wynagrodzenie. A problem tkwi w Tobie – zmienisz pracę i za kilka miesięcy czy lat znów pomyślisz to samo: że już Ci się tu nie podoba albo za mało zarabiasz i chcesz zmienić posadę na lepszą.

Może otworzyłeś jakiś biznes, ale zanim się jeszcze na dobre rozkręcił, Ty już uznałeś, że nie jest dochodowy, i próbowałeś prowadzić kolejny? Przykładów jest setki na takie chodzenie po omacku, ale istnieje na to tylko jedno lekarstwo: konsekwencja w działaniu i dążenie do celu. Czasem nawet za wszelką cenę – jeśli miałbyś poświęcić swoje godne życie, to według mnie warto zrezygnować na czas dążenia do celu z dobrych ciuchów czy przyjemności.

Uświadom sobie, że jesteś wyjątkowy i możesz więcej, dużo więcej niż inni, a potem zacznij działać i zdobywać cenną wiedzę. Pokaż pozostałym, że masz własne plany, że nie pozwolisz, aby Twoim życiem kierowała opinia publiczna czy otaczający Cię ludzie.

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA – świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!»

Co kryje się po drugiej stronie lustra?

Czekałeś już dość długo; myślę, że możemy już spokojnie postawić pierwszy krok do sukcesu. Mówiłem, że wiedza to władza i prowadzi do sukcesu. To wszystko prawda, jednak, podobnie jak w magii, to Ty musisz poszukać takiej sztuczki, która zachwyci ludzi i ich oczaruje.

To nie ciężka praca da Ci sukces, tylko wiedza.

Od razu nasuwa mi się pewna anegdota. Jest to historia o hydrauliku, który przyszedł do firmy,aby naprawić usterkę–uderzył tylko raz młotkiem w zawór,po czym wszystko zaczęło działać. Następnego dnia wysłał firmie rachunek na1000$.Właściciel był oburzony i zażądał rachunku z wykazem kosztów. Otrzymał więc od hydraulika:

• za uderzenie młotkiem: 1 $,
• za to, że wiedziałem, gdzie uderzyć: 999 $.

To jest świetne podsumowanie tego, o czym mówiłem. Praca jest niewiele warta w porównaniu do wiedzy. Dlatego praca jest tak nisko ceniona i opłacana, a wiedza o tym, jak skutecznie prowadzić firmę,jest wynagradzana.Pracownik zarabia grosze, ciężko pracując, a przedsiębiorca zbiera owoce pracy, którą Ty dla niego wykonujesz. Ma nad Tobą przewagę, bo wie, jak sprzedawać produkty, które dla niego robisz.

Uważasz, że się mylę? To spróbuj otworzyć własny biznes bez wiedzy, którą musisz zdobyć ciężką pracą. Utoniesz we własnym niedoświadczeniu.

Dlatego pamiętaj, że wiedza to władza. Jeśli wiesz coś, czego nie wiedzą inni, to przejmiesz pełną kontrolę nad ich życiem. To brutalna prawda. Ale sam pomyśl, dlaczego pracownik, mimo że wiecznie narzeka, że jest mu źle, ciągle pracuje na etacie? Bo nie ma wiedzy o tym, jak prowadzić własny biznes. A dlaczego nie ma wiedzy? Bo jej nie szuka, tylko siedzi bezczynnie. W dodatku boi się wszystkiego. Zamiast zainwestować 100 zł w rozwój jakiegokolwiek biznesu, choćby na dobry początek, woli to np. przepić.

Każda wydana złotówka na wiedzę nigdy nie jest wydatkiem, ale inwestycją. Wszystkie ukończone szkolenia, kursy czy przeczytane książki poszerzają Twój sposób myślenia i postrzegania pieniędzy.

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA – świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!»

Opinie i fakty

Do tej pory opierałeś się na opiniach, teraz zacznij opierać się na faktach. Podam kilka opinii, które nie są prawdziwe, ale dotyczą stereotypów utrzymujących się do dziś. Są one wypowiadane przez wiele osób i rozsiewane jak zaraza, choć nie mają nic wspólnego z faktami i rzeczywistością.

1. Jeśli skończysz studia, to dostaniesz lepszą pracę i będziesz więcej zarabiał.

2. Żarówka energooszczędna czerpie najmniej prądu, gdy się rozgrzeje.

3. Żeby być bogatym, trzeba mieć dużo szczęścia w życiu, więc lepiej zejść na ziemię i zaakceptować to, co się ma.

Żadne z tych zdań nie jest prawdziwe i zaraz Ci to udowodnię, podając fakty. Zacznijmy od początku.

ad 1. „Jeśli skończysz studia, to dostaniesz lepszą pracę i będziesz więcej zarabiał”

Po pierwsze – kto da Ci gwarancję tego, że dostaniesz pracę? Szkoła? Urząd pracy? Spróbuj, zobaczymy, czy podpiszą oświadczenie o gwarancji zdobycia lepszej pracy albo zwrocie kosztów. Gdyby to była prawda, to w urzędach pracy nie byłoby pokoi dla ludzi bezrobotnych z wyższym wykształceniem. Po drugie – dlaczego wiele osób po studiach jest zmuszonych do pracy w innych zawodach, a nawet na kasach w supermarketach? Skoro zatem często pracują na niższych stanowiskach, to zarabiają mniej.

Ale to nie koniec faktów: pracownik fizyczny przy pracach budowlanych zarobi więcej niż pracownik dziekanatu lub tyle samo, co on. Różnica w wymaganiach jest znaczna – od pracownika budowlanego często nie wymaga się nawet wykształcenia zawodowego. Od pracownika dziekanatu wymaga się przynajmniej wykształcenia wyższego licencjackiego. Jak widzisz – dwie różne branże o różnych wymaganiach, a pieniądze są podobne.

W wielu przypadkach w budowlance zarobi się więcej. To nie opinia – to fakt. Ktoś powie: „No tak, ale praca w dziekanacie jest lżejsza”. Czy na pewno? Czy praca umysłowa i do tego z różnymi ludźmi jest lekka? Czasem może lepiej podźwigać ciężkie wiadra, niż użerać się z pyskatymi ludźmi. Nie sądzisz? Zmęczenie fizyczne można zregenerować, a zmęczenie psychiczne wykańcza ludzi od środka.

Jak widzisz, to stwierdzenie nie ma podstaw do tego, żeby było prawdziwe. To opinia, która sprawdzi się w nielicznych przypadkach. Nie można tylko skończyć szkoły i liczyć na cuda. Jeśli chcesz być ekspertem/specjalistą, któremu inni będą słono płacić, musisz uczyć się na bieżąco. Szkoła to tylko pierwszy mały kroczek do ciężkiej pracy na własny sukces.

Jeśli będziesz leniwy i nie posiądziesz odpowiednich cech charakteru, nigdy nie zostaniesz kierownikiem, nie mówiąc już o stanowisku dyrektora. Do tego potrzebne są charakter i …

ad 3. „Żeby być bogatym, trzeba mieć dużo szczęścia w życiu, więc lepiej zejść na ziemię i zaakceptować to, co się ma”

Gdybyś zaczął oszczędzać od 20 roku życia, co miesiąc odkładając 200 zł na zwykłą, 5-procentową lokatę bankową, po 45 latach, przechodząc na emeryturę, miałbyś 300 000 zł. Same odsetki od tej kwoty to blisko 1250 zł miesięcznie. Powtarzam – odsetki bez ruszania zgromadzonego kapitału.

Ale powiem więcej: gdyby Twoi rodzice robili to samo dokładnie od momentu Twoich narodzin, a Ty byś kontynuował odkładanie pieniędzy, taką kwotę miałbyś już w wieku 45 lat. Gdybyś z kolei oszczędzał do emerytury, w momencie przejścia na nią na koncie miałbyś prawie 800 000 zł, czyli jakieś 3330 zł miesięcznych odsetek. Dwa pokolenia i drobne oszczędności przyczyniłyby się do zgromadzenia prawie okrągłego miliona złotych na koncie. Nie wierzysz? Istnieje strona, na której możesz sobie obliczyć przykładowy wzrost inwestycji.

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA – świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!»

Dobry dług, zły dług

Nawet jeśli nie masz pomysłu na siebie i biznes, to wystarczy Ci to, co posiadasz, aby zarobić pierwszy milion. Bzdury, powiesz. Już Ci przedstawiam, jak się ma sytuacja. Ludzie mówią, że nie da się zarobić miliona, nie kradnąc. Pokażę Ci, że jest inaczej.

Większość osób uważa, że mieszkanie własnościowe to wyznacznik pewnego luksusu. Masz coś swojego, więc jesteś gość. I znów wracamy do korzeni ludzkiego pożądania: chcesz po prostu je mieć, nie potrzebujesz go. Załóżmy, że masz mieszkanie po rodzicach, bo wyprowadzili się do domku, który całe życie stawiali. Teraz dorosłeś i zostawili Ci je w spadku.

Pozbądźmy się na chwilę pożądania – powiedzmy, że jesteś zupełnym lekkoduchem i nie pożądasz niczego. Niemożliwe, ale to tylko założenie. Twoje mieszkanie jest dziś warte 150 000 zł. Masz dwie opcje. Pierwsza: będziesz przez całe życie remontował to mieszkanie i opłacał czynsz, a po kilkunastu latach wzrośnie na wartości i będziesz mógł je sprzedać za, powiedzmy, 200 000 zł. Druga: sprzedasz je teraz, a pieniądze ulokujesz na 5-procentowej lokacie w banku na 45 lat, aż do momentu przejścia na emeryturę. Po sprzedaniu mieszkania albo np. kupisz coś taniego na kredyt, albo wynajmiesz z jakiejś spółdzielni lub od osoby prywatnej. Większość będzie się broniła: jak to, kupować mieszkanie i spłacać dług przez 30 lat po kilkaset złotych, skoro już mam gdzie mieszkać?

No tak, ale gdybyś miał przez 30 lat odkładać do skarbonki 600 zł, nie miałbyś do tego motywacji; sytuacja zaś, gdy masz dług, który musisz spłacić, motywuje Cię do pracy. Brutalny zabieg, ale opłacalny z perspektywy czasu, ponieważ w momencie Twojego przejścia na emeryturę w swoim portfelu finansowymznajdziesz1 120 178,45 zł, pieniądze pochodzące z tych 150 000 zł. Są to wyliczenia przykładowe dokonane za pomocą kalkulatora na stronie internetowej. Nie wiem, czy strona nadal jest aktywna, gdy czytasz tę książkę, ale podaję adres, abyś mógł obliczyć swoje odsetki, o ile będzie jeszcze taka możliwość. Przy kupnie mieszkania za 100 000 zł na raty odsetki wraz z kwotą kredytu wyniosłyby 215 000 zł przy 6% rocznie. Gdybyś kupił mieszkanie za 150 000, czyli za tyle, za ile sprzedałeś, to z założenia przy rocznym oprocentowaniu 6% i okresie spłaty takim samym jak Twoja inwestycja, czyli 45 lat, kwota spłaty wynosiłaby 434 000 zł.

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA – świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!»

Sposób na życie

Nie wiem, jak bardzo chciałbyś znaleźć sposób na szczęśliwe życie i górę pieniędzy, ale ja podam Ci jeden najbardziej sprawdzony: wyznaczaj sobie granice i staraj się je przekraczać.

Niezależnie od tego, jak bardzo będziesz narzekał na swoje życie i pracę, nie zmieni się nic, jeśli nie zaczniesz dawać z siebie 200%. Każdy sukces zbudowany jest na ludzkim poświęceniu. Zapewne nie raz zazdrościłeś ludziom, którzy są popularni: aktorom, muzykom, piosenkarzom itd. Problem polega na tym, że możesz żyć tak samo, ale nie chcesz lub nie stać Cię na takie poświęcenie.

Każdy chciałby mieć górę pieniędzy i leżeć w domu. Niestety sukces finansowy czy zawodowy często wiąże się z poświęceniem życia rodzinnego i prywatnego na rzecz tego, co chcesz mieć. Spotkałem osoby, które były na stanowiskach kierowniczych, dyrektorskich itp. W rodzinie mam człowieka, który osiągnął sukces i jest dyrektorem firmy międzynarodowej.Czy zdajesz sobie sprawę z tego,że ci ludzie mają jak każdy: pracę, życie rodzinne, życie prywatne? A wiesz, jak one wyglądają? Praca to dla nich normalność, nie konieczność. Życie rodzinne odbywa się w biurze, na zebraniach i w trakcie wyjazdów na delegację, podczas której podpisują kolejny kontrakt. Życie prywatne to telefony po godzinach od pracowników oraz nadgodziny – ale nie za dodatkową opłatą, tylko z własnej woli, dla dobra firmy.

Tak wygląda życie ludzi, którzy się poświęcili dla osiągania sukcesów zawodowych i finansowych.To nie są moje przemyślenia–to historie,które było mi dane usłyszeć od różnych ludzi. Co to ma wspólnego z tym, że świat jest inny, niż się nam wydaje?

Bardzo dużo – choćby to, że żyjemy nadzieją, że jutro będzie lepszy dzień albo że skończenie studiów to szansa na lepszą przyszłość. Zmartwię Cię: nie będzie lepiej ani jutro, ani po studiach – jeśli nie będziesz sam tego chciał. Lepsze dni czy lepsza przyszłość nie są zależne od sprzyjającego losu czy skończonej szkoły, ale od Twojego zaangażowania i samopoczucia.

Żeby być szczęśliwym, nie wystarczy akceptować swojej pracy czy życia – musisz to pokochać. Jeśli pracujesz jako ochroniarz, nie wystarczy, że się do tego przyzwyczaisz – jeśli naprawdę nie pokochasz swojej pracy, to przeżyjesz życie tak samo jak każdy, ciągle licząc dni do emerytury. Fakt jest też taki, że po ukończeniu studiów nie dostaniesz dobrej posady, jeżeli nie zaangażujesz się w pracę.

Jeśli nie będziesz uczestniczył z własnej inicjatywy w pracach po godzinach czy budowaniu wizerunku firmy,nikt nie doceni Twoich wysiłków.Jeżeli codziennie o tej samej godzinie wracasz do rodziny, bo masz już dość pracy, to dlaczego ktoś ma powierzyć Ci stanowisko, które wymaga jeszcze więcej poświęcenia niż osiem godzin dziennie?

Każdy sukces to ogromne poświęcenie. Wakacje z rodziną czy krótkie urlopy to tylko chwile, które szybko miną. Drogie samochody i zabawki to rzeczy, które prędko Ci się znudzą. Fakt jest taki, że niewiele osób na świecie może sobie pozwolić na komfort bycia bogatym i wolnym, niezależnym człowiekiem.

Pieniądze wiążą się najczęściej z poważnymi wyrzeczeniami i poświęceniem. Przeciętny człowiek musi wybierać: albo pracuje nad rodzinnymi relacjami, albo nad zawodowym sukcesem. Sam musisz wybrać, co jest dla Ciebie lepsze. Jeśli wybierzesz sukces zawodowy, nie możesz narzekać na brak czasu dla siebie i rodziny. Jeżeli wolisz szczęście rodzinne, nie możesz narzekać na brak pieniędzy. Świat jest dziwny i strasznie skomplikowany, bo nic nie jest takie, jakie się wydaje.

Autor: Hubert Dudek

To był tylko FRAGMENT eBooka. Masz ochotę na więcej?

Zamów pełną wersję eBooka Inny świat»

Czy i Ty – podobnie jak 95% społeczeństwa – masz stale kłopoty finansowe,pełno zmartwień, kredytów i nic nie idzie po Twojej myśli? Teraz masz szansę poznać Inny świat! Świat, w którym żyje 5% ludzi, świat, w którym ludzie nie borykają się z problemami życia codziennego, ale każdego dnia spełniają swoje marzenia. Dzięki tej książce zobaczysz, czym jest życie bez długów, zmartwień i problemów finansowych.Życie,w którym będziesz naprawdę SOBĄ!

Oto książka, która da Ci klucz do bram INNEGO ŚWIATA– świata bez długów, zmartwień i problemów finansowych!

Zamów pełną wersję eBooka Inny świat»

Jak mieć pieniądze ?

Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczejPlanowanie finansów i edukacja finansowa

Dzisiejsza porada pochodzi z drugiej części cyklu Bogaty Polak, biedny Polak książki Andrzeja Fesnaka Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej.

Książka ta dotyczy finansów, tego jak Polacy myślą o pieniądzach i jak je traktują. Tematem publikacji jest działanie (pierwsza starała się zmienić nasze myślenie o pieniądzach), teraz zaczynamy już działać.

Przeglądając tą książkę, można pomyśleć, że skoro mówi ona o działaniu, to nauczymy się w tej drugiej części, co robić, żeby osiągnąć tą inteligencję finansową, żeby po prostu zarabiać więcej, mieć te bezpieczeństwo finansowe i osiągać właśnie tą wolność finansową.

Pierwsza rada, którą daje tutaj autor jest to, że powinno się, tak jakby nasze myślenie o finansach i organizowaniu naszych finansów podzielić właśnie na takie trzy kategorię.

I najprościej mówiąc, pierwszą kategorią, to jest to, żeby zabezpieczyć siebie, tak, jak to się w Polsce mówi na “czarną godzinę”, ale autor używa tutaj bardziej pozytywnych określeń i też warto na zwracać uwagę.

Jeżeli mówimy o swoich finansach, że odkładamy jakieś pieniądze na “czarną godzinę”, to od razu się indukujemy, że coś złego się może wydarzyć. Często się tak myśli, zabezpieczając się (o ile w ogóle już to robimy), to przeważnie myślimy o tej “czarnej godzinie”.

A tak naprawdę możemy sobie pomyśleć, że jest to, taki przejściowy kapitał, który będzie na potrzebny, wtedy, gdy np. nie będziemy zdolni do wykonywania pracy.

Druga opcja, to jest to, żebyśmy tak jakby zabezpieczyli nasze finanse, czyli żebyśmy mogli skoro zarabiamy teraz 3 000 zł, to żebyśmy mieli taki kapitał, który będzie nam wypracowywał te 3 000 zł bez pracy, czyli doprowadzić do tego momentu wyjścia z tego wyścigu szczurów, gdzie np. nasze aktywa (czy to jest nieruchomość, czy inwestycja w akcje), będą nam przynosiły taki pasywny dochód, czyli jeżeli zarabiasz teraz 3 000 zł na rękę, to musisz tak pracować, żeby zgromadzić takie środki lub też aktywa, które będą Ci te 3 000 zł bez pracy przynosiły.

A trzeci obszar naszych finansów, to jest takie zgromadzenie takich funduszy, czy takiej zdolności finansowej, gdzie moglibyśmy pozwolić sobie na nasze marzenia bez żadnego uszczerbku na jakości naszego życia.

Czyli jest bardzo dużo pracy, chociaż ta praca ma bardzo ciekawy cel.

Autor mówi, że większość Polaków, większość mieszkańców naszego kraju, nawet o tym nie myśli, o jakiś trzech etapach, bo nie mamy w ogóle oszczędności, albo nie planujemy swoich finansów. Po prostu nasze życie przebiega tak, że coś się dzieje.

Wszystko oparte jest na konsumpcji. Też tutaj autor bardzo ciekawie mówi o tym czym jest konsumpcja, jak my ją traktujemy, że np. stosujemy konsumpcje to tego, żeby się wyróżniać, żeby się pokazywać na jakim szczeblu społecznym jesteśmy.

Więc ta książka wypełnia niesamowitą lukę tego,że tak naprawdę w Polsce  bardzo mało, niewiele (wręcz są to znikome informacje) taki przeciętny zwykły człowiek wie o finansach i stąd się bierze tyle problemów.

I tutaj jest właśnie ten skrót myślowy: inteligencja finansowa.

Jak najprościej wytłumaczyć inteligencję finansową ?

Jest to po prostu sposób, w jaki myślisz o pieniądzach, jak je traktujesz, jak organizujesz całe swoje życie finansowe.

I teraz takie pytanie: jak wytworzyć sobie tą inteligencję finansową, jak ja pogłębić ?

Często właśnie słyszymy o tym: powinieneś mieć większą inteligencję finansową itd. Ale część osób właśnie zadaje pytanie: no dobra, ale jak mam to zrobić ?

O to kilka pomysłów, które nam tutaj autor przekazuje, które mogą Ci pomóc w rozwoju tej inteligencji finansowej.

Andrzej Fesnak zdradza tutaj przynajmniej w jednym rozdziale co najmniej dziewięć takich sposobów na pogłębienie Twojej inteligencji finansowej.

Ja opisze tylko trzy – resztę znajdziesz w książce Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej.

Po pierwsze: oswajaj się z cyframi, z liczbami. I tutaj przykład z grą Cashflow, gdzie zaczynając w nią grać można nie zauważyć bardzo ważnej rzeczy, którą Robert Kiyosaki wyjaśnia na jednym z video. Ona pozwala ludziom tak jakby zając się dwoma obszarami inwestowania.

Pierwsze, to jest to inwestowanie pełne adrenaliny, ciekawości co się stanie z moimi pieniędzmi, gdy je zainwestuje w coś bardzo ciekawego, kupowanie, tworzenie jakiegoś pasywnego dochodu, czyli wszystko to jest ciekawe.

I druga część, o której mówi Kiyosaki, to jest właśnie księgowość. W tej grze prowadzisz swoją księgowość, liczysz, siedzisz z kalkulatorem i przeliczasz to co się dzieje z Twoimi pieniędzmi.

I jest to, jak mówi Kiyosaki, ta nudna część Twojej wolności finansowej (osiągania jej), ale bez niej nie osiągniesz sukcesu.

Więc tutaj autor mówiąc o tym – “oswajaj się z cyframi”, licz swój budżet, licz to ile wydajesz, to ile planujesz zarobić, usiądź sobie z kartką i przynajmniej kilka razy w tygodniu zastanów się, gdzie podążasz.

Ludzie często mówią: chce osiągnąć bogactwo, chce osiągnąć inteligencję finansową. Kupują książki na ten temat i czasami właśnie tylko na myśleniu się kończy, ze nie ma tego działania.

Mówią sobie – no tak, czyż to nie jest głupie teraz zbierać każdy paragon i liczyć na co wydaje pieniądze. To jest nudne. Nie lubię liczyć. Chcę szybkich efektów.

Wiec tych efektów nie osiągniesz.

Robert Kiyosaki wiedząc to stworzył grę, która łączy w sobie ciekawy element osiągania wolności finansowej, z tym właśnie nudnym, ale bez tego nudnego, bez liczenia, bez księgowości (takiej podstawowej) nie osiągniesz sukcesu finansowego.

I autor tutaj wspomina: chcesz mieć większą inteligencję finansową – licz, licz i jeszcze raz licz.

Kolejna podpowiedź autora to jest to, żeby oglądać programy ekonomiczne (te, które traktują o finansach). W ogóle skupiać się, jeżeli czytasz gazetę, to staraj się w każdej gazecie znaleźć coś, co mówi o finansach, co rozwinie Twoją inteligencję finansową.

Jeżeli nie poddasz się, będziesz na ten temat czytał, co jakiś czas odświeżał swoje informacje, analizując, zastanawiając się co z tych informacji wynika dla twoich pieniędzy, to zobaczysz, że już po pół roku osiągniesz większą inteligencję finansową.

Po czy poznam, że osiągam większą inteligencje finansową ?

Po tym, że jak ktoś mówi o pieniądzach, o jakiś zakupach – Ty będziesz czuł, że potrafisz wskazać tej osobie, gdzie popełnia błąd. I to juz jest potężny skok, bo Ty nie będziesz tych błędów u siebie popełniał.

I kolejny element (trzeci), który rozwinie Twoją inteligencję finansową, trochę związany właśnie z cyframi, to kontroluj swoje finanse , a więc licz ile wydajesz, licz ile masz kredytu, licz, gdzie i co się dzieje, ze nie masz płynności finansowej.

I tu często ludzie zniechęcają się w tym momencie. Właśnie dowiadując się np. gdy już zaczynają liczyć swoje finanse, okazuje się, że się poddają, myślą sobie, że nigdy nie wyjdę z tych długów, muszę po prostu przeczekać, aż skończy mi się dany kredyt i może wtedy go nie zaciągnę.

Okazuje się, że po tygodniu ta osoba bierze kolejny kredyt, żeby spłacić stary. Jeżeli zatrzymasz się dzisiaj, weźmiesz kartkę, długopis i staniesz twarzą w twarz ze swoimi finansami, od tego zaczniesz. Jeżeli oglądasz nawet programy, które dotyczą finansów osobistych, czy to są jakieś anglojęzyczne programy, czy już te polskie wersje – tam zawsze zmiana jakiś nawyków finansowych, zmiana tego myślenia o finansach – zaczyna się od tego, że te osoby muszą stanąć przed swoją sytuacją finansową. Muszą ją zobaczyć na kartce i dopiero wtedy można ruszyć.

Warto sięgnąć po książkę Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej, która dotyczy wolności finansowej, właśnie wolności w działaniu, wolności w polskich realiach (co jest najważniejsze).

Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej (3)

Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczejJak planować finanse osobiste ?

Artykuł jest fragmentem publikacji Andrzeja Fesnaka Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej

Jakie są Główne Grzechy Finansowe i jak działają?

Istota Głównych Grzechów Finansowych sprowadza się do przyjęcia konsumpcji zamiast inwestycji za cel swego działania. Nadmierna konsumpcja, brak kontroli wydatków, brak inwestycji, brak finansowych planów na przyszłość — to wszystko powoduje, że zaczynamy się czuć niepewnie.

Często ludzie wykonują pracę, której nienawidzą, cierpią z powodu chodzenia do niej i źle się czują. Boją się jednak ją utracić — bo to będzie jeszcze większa katastrofa finansowa niż stresotwórcze zajęcie.

Brak kapitału umożliwiającego chociażby przekwalifikowanie się lub też poszukiwanie pracy oznacza przymus wykonywania działań, które nie cieszą — a nawet są przyczyną chorób somatycznych ze względu na podwyższony stres.

Twoim głównym grzechem finansowym jest to, że brak Ci kapitału.

Bodo Schäfer, mówiąc o drodze do wolności finansowej, określa trzy cele, które powinieneś zrealizować:

1. Finansowa osłona. To nic innego, jak poziom Twoich miesięcznych wydatków pomnożony przez… No właśnie, przez ile? To zależy od tego, jak oceniasz możliwość szybkiego wyjścia z kryzysu. Tracisz pracę, jesteś chory, ulegasz wypadkowi. Potrzebujesz czasu. Trzy miesiące? Pięć miesięcy? Jeżeli zarabiasz 3000 zł i potrzebujesz pięciu miesięcy, to 3000 × 5 = 15 000 zł. Amerykanie nazywają to emergency capital, Polacy — pieniądze na czarną godzinę. Jako trener finansowy, któremu jest bliskie pozytywne myślenie i programowanie się, to powiedziałbym, że jest to kapitał przejściowy, zanim polepszysz swój byt.

2. Finansowe zabezpieczenie. To pieniądze, które powinny na stałe generować kapitał potrzebny Ci do życia. Jeżeli zarabiasz 3000 zł, to potrzebujesz w roku 36 000 zł. Gdyby przyjąć 10-procentową stopę zwrotu, to potrzebny Ci jest kapitał w wysokości 360 000 zł. Jeśli stopy zwrotu wynosiłyby tylko 8%, to potrzebujesz 450 000 zł, a gdyby z kolei możliwe było rozmnażanie kapitału z prędkością 12% rocznie, to wystarczyłoby 300 000 zł.

3. Finansowa wolność. To nic innego, jak kapitał potrzebny do sfinansowania wszystkich Twoich marzeń. Jeżeli chciałbyś dom, samochód, podróż dookoła świata, to wszystko możesz sfinansować kredytem. Załóżmy, że łącznie koszty wszystkich takich kredytów to 8000 zł miesięcznie. Jeżeli dodasz do tego koszty utrzymania, to razem jest to 11 000 zł. A zatem rocznie jest to 132 000 zł. Czyli potrzebujesz przy 8-procentowej zwrotu 1 650 000 zł, przy 10-procentowej 1 320 000 zł, a przy 12% — 1 100 000 zł10.

10 C.B. Schäfer, Droga do wolności finansowej, Łódź 2001.

Twoim problemem jest, że nawet nie zamierzasz tego posiadać, i pewnie zaczniesz powtarzać, że pieniądze to nie wszystko. I to prawda. Pieniądze to nie wszystko.

Potrzebne są jeszcze plany finansowe. Twoim grzechem jest, że nie masz długoterminowych planów finansowych.

A jakie grzechy finansowe prowadzą do tej grzesznej finansowej beztroski?

Dekalog kardynalnych grzechów finansowych:

1. Nie kontrolujesz swoich finansów.
2. Nie wiesz, na co wydajesz.
3. Nie posiadasz płynności finansowej.
4. Masz bardzo niską zdolność kredytową lub nie masz jej wcale.
5. Nie budujesz swojej wartości netto.
6. Wydajesz więcej, niż zarabiasz.
7. Uzależniasz swoje przepływy finansowe od jednego źródła.
8. Nie inwestujesz regularnie.
9. Nie ubezpieczasz swoich aktywów.
10. Zawsze postfinansujesz zamiast prefinansować ważne wydarzenia.

W Kościołach chrześcijańskich, a zwłaszcza katolickim, istnieje oprócz grzechów głównych jeszcze katalog grzechów cudzych.

Namawiać do grzechu – Informujesz swoich znajomych, dzieci i rodzinę, że finanse są trudne i nie należy się nimi zajmować

Grzech nakazywać -  Mówisz, żeby sobie odpuścili zagadnienia finansowe, jako i Ty je sobie odpuszczasz, winowajco

Na grzech drugich zezwalać -  Tolerujesz brak zainteresowania finansami u swojego partnera/dzieci

Innych do grzechu pobudzać -  Chwalisz się nadmierną konsumpcją i tym, że nie wystarcza Ci do pierwszego

Na grzech drugich milczeć -  Tolerujesz brak zainteresowania swojego partnera życiowego sprawami finansowymi i niezależnością finansową

Grzech drugich pochwalać -  Mówisz, że to dobrze, że sobie partner lub dziecko nie łamie głowy finansami — bo i tak nie ma sensu — przecież nie dadzą człowiekowi i tak szczęścia

Grzechu nie karać -  Nie zmuszasz partnera ani dzieci do aktywnego planowania własnej przyszłości finansowej

Do grzechu pomagać -  Tolerujesz brak celów i planów finansowych i życiowych u swoich najbliższych

Grzechu innych bronić – Uzasadniasz brak instrumentów finansowych — bo przecież nie będziesz robić na innych i płacić nie wiadomo po co, ile i komu

Nie będę wchodzić na drogi skomplikowanego rozważania filozoficznego, ale zastanów się nad tym, czy nie ma w tym jakiejś logiki.

Jak wiesz, są osoby (najczęściej kobiety), które nie mogą zanieść pensji do domu. W czasach kiedy nie było przelewów na konta — gotówka otrzymana w kasie parzyła bardzo. U pań ogień ten mogła gasić jedynie nowa garderoba, a u panów jeden (oby jeden!) głębszy z kolegami.

W przyrodzie prawa fizyki obowiązują zawsze, a jak przeciwdziałać gorącu, każdy wie. Nic więc dziwnego, że jedynym równoważnikiem dla gorącego pieniądza było owijanie się szmatami (nowymi) lub polewanie płynem — niestety, bardzo łatwopalnym także.

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jest jednym z siedmiu grzechów głównych, jak pamiętasz. Jest to kardynalna pomyłka w życiu katolika, o poważnych konsekwencjach. Generuje „piekłowstąpienie”. A cóż należy powiedzieć o nieumiarkowanym wydawaniu pieniędzy? I to nie tylko tych, które się posiada, ale również tych, które mamy nadzieję zarobić w przyszłości? Czyli wydajemy to, czego nie mamy, zadłużając karty lub zaciągając kredyt konsumpcyjny! Czy to nie jest grzech?

Definicja

Karta kredytowa to kupowanie radosne wielu bardzo niepotrzebnych rzeczy, pieniędzmi których nie mamy, i które prawie wcale nie dają się w przyszłości spłacić, ale za to w 100% za takie oprocentowanie, na które nas z całą pewnością absolutnie nie stać.

dr Andrzej Fesnak, EFC®

Definicja

Kredyt — krótkotrwałe uszczęśliwianie ludzi prowadzące do nieszczęścia przez długie lata.

Kazimierz Hermanowicz

A zatem, dzięki karcie kredytowej, być może grzeszysz?

Ważne terminy

  • Acedia
  • Saligia
  • Inwestycja
  • Grzechy finansowe
  • Finansowa osłona
  • Finansowe zabezpieczenie
  • Finansowa wolność
  • Dekalog grzechów finansowych
  • Grzechy finansowe cudze

Ad futuram rei memoriam…

  • Na czym polega problem acedii w przełożeniu na wybory finansowe i życiowe?
  • Co to jest saligia?
  • Jak definiujemy inwestycję?
  • Co to są grzechy finansowe?
  • Na czym polega finansowa osłona?
  • Co to jest finansowe zabezpieczenie?
  • ak funkcjonuje finansowa wolność?
  • Co jest dekalog grzechów finansowych?
  • Jakie są cudze grzechy finansowe?

Dlaczego warto mieć pełną wersję?

800 tys – 1.5 mln – tyle warte jest planowanie finansów osobistych. Przydałaby Ci się taka kwota? Dlaczego planowanie finansów osobistych jest ważne? Przeciętny Polak zarabiający 3000–5000 zł traci 800 000–1 500 000 zł w swoim życiu.

Ta kwota to suma:

  • przepłaconych podatków,
  • przepłaconych odsetek,
  • kar finansowych,
  • nieodzyskanych odsetek od kredytów,
  • niezrealizowanych zysków z powodu błędnych decyzji finansowych

Dzięki planowi finansowemu możesz te pieniądze po prostu mieć! Drogi Czytelniku, Cieszę się i dziękuję Ci bardzo za to, że sięgnąłeś po tę książkę. Zrobiłeś najważniejszy krok — rozpocząłeś pracę nad swoją postawą. Chcesz pracować nad przyszłością i ją planować. Za mało się mówi w Polsce o przyszłości, a za dużo o przeszłości. Co ma większy wpływ na Twoje codzienne życie — Wielki Mistrz von Jungingen czy procent składany? A jak Ty sądzisz?

Jestem z przekonań humanistą i będę udzielał Ci porad tak, abyś jechał bezpiecznie do finansowej niezależności. Dlaczego o tym piszę? Bo nasza edukacja finansowa jest przeintelektualizowana. Uczy mądrych i niepraktycznych rzeczy, na dodatek metodami przestarzałymi.

Ta książka przybliży Ci wszystkie najważniejsze aspekty budowania zamożności i niezależności finansowej. Bo jest to rzecz możliwa do osiągnięcia. Jak mawiał Abraham Lincoln — każda praca jest do wykonania, jeżeli rozłoży się ją na małe odcinki. Tu przejdziemy przez wszystkie te odcinki, które mają znaczenie w życiu codziennym i wywierają wpływ na niezależność finansową.

Dr Andrzej Fesnak

Pełną wersję publikacji zamówisz na stronie: Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej

Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej (2)

Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczejJak planować finanse osobiste ?

Artykuł jest fragmentem publikacji Andrzeja Fesnaka Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej

Jakie są główne grzechy finansowe?

Katechizm katolicki wymienia siedem grzechów głównych, które powodują „piekłowstąpienie”. Jednakże jeden z najznamienitszych Ojców Pustyni, święty Kościołów Wschodnich, pontyjski teolog mistyk i mnich — Ewagriusz z Pontu (345–399) nazwał też ósmy grzech — to umiłowanie życia demonów, czyli acedia.
Stanisław Łucarz, wykładowca historii filozofii starożytnej i patrystycznej1 w Wyższej Szkole Filozoficzno‑Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie pisze o acedii  następująco:

„Zastanawiając się nad naturą grzechów głównych, tradycja wschodnia wylicza ich nie siedem, jak na Zachodzie, ale osiem. Zachód zagubił jeden z nich, który, owszem, pojawił się w jego literaturze ascetycznej w V wieku za sprawą św. Jana Kasjana, ale niedługo zagrzał miejsce w tutejszych katalogach grzechów głównych. Tradycja zachodnia od samego początku miała z nim spory problem i to już na samym etapie nadania mu nazwy w języku łacińskim. Jan Kasjan, próbując przetłumaczyć grecki termin άĸηδία, nie jest w stanie oddać go jednym słowem. Podaje więc dwa: taedium i anxietas cordis, lecz ani jedno, ani drugie nie przyjęło się na trwałe. Jako nazwa tego stanu duchowego funkcjonuje więc do tej pory i w łacinie, i w innych językach zachodnioeuropejskich zlatynizowany termin grecki: acedia”2

1 Patrystyka (łac. patristica, od gr. πατήρ) — to myśli i nauki starożytnych i wczesnośredniowiecznych Ojców Kościoła (łac. ojcowie — patres). W teologii jest to dział zajmujący się nauczaniem Ojców Kościoła jako pewną całością. Patrystyka rozpatruje i bada historie dogmatów, zwłaszcza w odniesieniu do okresu starożytnego. Podstawowym założeniem jest jednomyślność Ojców Kościoła w sferze moralności, czyli consensus patrum traktowana jako norma nauki wiary.

2 S. Łucarz, „Życie Duchowne”, Jesień 48/2006. Numer poświęcony kierownictwu duchowemu.

A oto grzechy główne i ich łacińskie nazwy:

1. Pycha Superbia
2. Chciwość Avaritia
3. Nieczystość Luxuria
4. Zazdrość Invidia
5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu Gula
6. Gniew Ira
7. Lenistwo Acedia

Jeżeli od pierwszych liter łacińskich nazw utworzymy akronim, to brzmi on „saligia” . Tak w średniowieczu w XII wieku Henryk z Ostii niejako „hurtowo” określił wszystkie grzechy łącznie. Ponieważ acedia była zapomniana i nieużywana jako grzech, to może dlatego lenistwo nie zostało nazwane ignavia czy też pigritia, jak wynika z łacińskiego źródłosłowu i często jest jako siódmy grzech tłumaczone właśnie jako acedia.

Jak zatem właściwie przetłumaczyć termin „acedia”? Idąc tropem Jana Kasjana; taedium to znużenie, a anxietas cordis to niepokój serca. Samo tłumaczenie niewiele tu wyjaśnia. Przyjrzyjmy się zatem, jak Ewagriusz z Pontu tłumaczy dalej, czym jest acedia: „Kto ulega acedii, nienawidzi tego, co jest, pożąda zaś tego, czego nie ma”3.

3 W. Zatorski OSB, Acedia dziś, Tyniec 2010.

Stanisław Łucarz opisuje acedię jako stan wewnętrznego rozdarcia, utraty nadziei, wstrętu do posłuszeństwa, buntu wobec rzeczywistości oraz smutku: „Inną bardzo ważną cechą człowieka w stanie acedii jest wstręt do posłuszeństwa. Podobnie jak brak nadziei, tak i nieposłuszeństwo stanowi istotę sposobu życia demonów. Pogrążony w acedii nie cierpi posłuszeństwa. Już sam widok osób, którym winien jest posłuszeństwo, jest dla niego przykry.

Nie musi to oznaczać, że taki człowiek jest otwarcie nieposłuszny, bo mogłoby go to zbyt wiele kosztować, a przecież zależy mu na ludzkich względach także swoich przełożonych. Więc zagłębia się w sieć kombinacji, manipulacji i samowoli. Przy zewnętrznym posłuszeństwie i lojalności tkwi w krętactwach i mniejszych czy większych kłamstwach. Dlatego ludzi, którzy mogą to odkryć, odbiera jako zagrożenie. Żyje więc w zalęknieniu i rozdrażnieniu, w wielu dostrzega swoich wrogów i próbuje na różne sposoby się przed nimi zabezpieczyć, nierzadko stosując intrygę. I te postawy znamy bardzo dobrze.

Do pewnego stopnia nawet może wydają się nam normą4. […] Człowiek ogarnięty acedią jest pełen buntu wobec rzeczywistości, która go otacza, z sobą samymwłącznie, i tęskni za rzeczami nieosiągalnymi. Nienawidzi tego, co Bóg mu dał i daje, ma zamknięte oczy na dary Boga, a zapatrzony jest w to, co jego zdaniem przyniosłoby mu szczęście, lecz tego nie ma, „kocha” więc pustkę, zwykle przybraną w piękne ramy marzycielstwa. Ewagriusz powie, że acedia jest snem obracającym się wokół siebie. To marzycielstwo jednak miast człowieka uszczęśliwiać, jeszcze bardziej oddala go od rzeczywistości i rodzi w nim nieustanne pretensje.

4 S. Łucarz, op. cit.

[…] Oczywiście taki stan powoduje w człowieku ogarniętym acedią smutek. To kolejna cecha acedii. Według Ewagriusza acedia jest wspólniczką smutku i smutek jest jej nieodłącznym towarzyszem. Z czasem pogłębia się, niszcząc osobowość człowieka i prowadząc do różnorakich jej zaburzeń: od różnych form depresji do schorzeń jeszcze poważniejszych. Ewagriusz nazywa też acedię brzemieniem szaleństwa, zapewne to mając właśnie na myśli.

To już ewidentnie najbardziej gorzkie owoce acedii. W takich stanach nieobce stają się myśli samobójcze ujawniające w sposób jasny działanie złego ducha, który ostatecznie jest zabójcą. Krótko mówiąc, w miarę postępu acedii życie człowieka zamienia się stopniowo w rodzaj piekła na ziemi aż po ostateczne tego konsekwencje”5.

5 Ibidem.

Pentor w swoich badaniach z 2003 roku ustalił sześć portretów psychograficznych współczesnych Polaków. W założeniach przyjęto różne stwierdzenia dotyczące konsumpcji, wartości i przekonań.

Kategoria % społeczeństwa
Dojrzali           15%
Zdobywcy        17%
Sceptycy         10 %
Swojacy          29%
Sfrustrowani      8%
Tradycjonaliści  20%

Interesujące są opisy przy dwóch grupach:

„Zdobywcy najsilniej ze wszystkich sterowani są przez trendy mody, cenią sobie markowe produkty wysokiej jakości. Prowadzi to u nich do najsilniejszych stanów neurotycznych, zapożyczają się, by coś kupić, a potem bywają ze swej niezbyt rozważnej decyzji niezadowoleni.

Sfrustrowani są wyznawcami konsumpcyjnego stylu życia znajdującymi się w skrajnym rozziewie między ogromnymi aspiracjami konsumpcyjnymi, a bardzo ograniczonymi możliwościami ich zaspokojenia. Stąd rebelianckie postawy, deklarowany nonkonformizm, odrzucanie mieszczańskich wartości oraz kontestacja ładu, w którym zajmują nie najwyższą pozycję. Swą skromną pozycję chcieliby rekompensować ostentacyjną konsumpcją.

Są skłonni zapożyczać się dla posiadania przedmiotów, które w ich mniemaniu są symbolami statusu. W tej histerii popełniają błędy, ciągle są niezadowoleni ze swych wyborów. W produkcie liczy się dla nich efekt, siła wrażenia, nie zaś kraj pochodzenia, faktyczna jakość, oryginalna marka. Podatni na reklamy, zważający na trendy mody”6.

6 Psychograficzne portrety konsumentów [dok. elektr.] www. pentor.pl/pp_o_psychografii.xml [dostęp: 25.03.2011].

„Dziennik Zachodni” 27 listopada 2007 roku podał informację o tytule Śmiertelna świąteczna pożyczka. Finansowa pętla długów prowadzi po prostu do tragedii. Według informacji z policji w 2007 roku 7 osób w Pabianicach popełniło samobójstwo na tle problemów finansowych.
Czy opis powyższy coś Ci przypomina? Czy może Pentor, zamiast badać preferencje, bada pisma mnichów z Kościoła Wschodniego? I to samo robią dziennikarze z „Dziennika Zachodniego”? A może to dziwny zbieg okoliczności? Czy też efekty grzechu ósmego?
To, co się w życiu osiąga, to suma własnych wyborów życiowych. Watykan wprowadza nowe grzechy na miarę czasów, w których żyjemy:

„Stare” grzechy śmiertelne

Pycha
Chciwość
Nieczystość
Zazdrość
Łakomstwo
Gniew
Lenistwo

„Nowe” grzechy

Niesprawiedliwość społeczna
Handel narkotykami
Zanieczyszczanie środowiska
Manipulowanie genetyczne
Nieprzyzwoite bogactwo
Aborcja
Pedofilia

Charakterystyczne jest tu odwołanie się do nieprzyzwoitego bogactwa i niesprawiedliwości społecznej. Pobrzmiewa tu nadal stary cytat z Nowego Testamentu:

„Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mk 10,25).

Zapewne wszyscy się jednak zgodzą ze stwierdzeniem, że nie tyle samo posiadanie pieniędzy jest haniebne i złe, ale dwa inne fakty:

a) droga, w jaki sposób się te pieniądze zdobyło,
b) sposób, w jaki się te pieniądze użytkuje.

To wykorzystywanie innych dla własnego bogacenia się jest potępiane jako również niewłaściwe posługiwanie się siłą, jaką dają pieniądze. Ta ogromna energia może być przecież spożytkowana w sposób moralny i etyczny.

Zakładając, że średnia zarobków w Polsce to 3000 zł (2008), a 75% ludzi nie posiada nawet takich przychodów — możemy śmiało założyć, że większości nie dotyczy problem nieprzyzwoitego bogactwa, a raczej problem nieprzyzwoitego ubóstwa. Grzech acedii natomiast powoduje, że — czy ktoś jest wierzący, czy nie — preferencje konsumpcyjne biorą górę nad zasadami zdrowia finansowego.

800 000-1 500 000 zł – tyle możesz zyskać na planowaniu finansów osobistych. Przydałaby Ci się taka kwota? :) »

Co więcej, „koledzy po fachu”, czyli dziennikarze, a jeszcze bardziej „specjaliści” od reklamy, zdążyli już swoją nowomową opanować nasze umysły. Rak konsumpcji toczy nasze mózgi do tego stopnia, że każdy, nawet „najbardziej konsumpcyjny” wydatek, traktowany jest jak inwestycja. A przecież każda definicja zwraca uwagę na to, że inwestycja ma dać korzyści w przyszłości.

Inwestycja to wyrzeczenie się obecnych, pewnych korzyści na rzecz niepewnych korzyści w przyszłości. „Inwestowanie wymaga wcześniejszego poniesienia wydatków, aby w późniejszym okresie uzyskać wpływy pieniężne”7.

Jeśli więc inwestujesz w nowe majtki o bardzo dizajnerskim wyglądzie — to na czym polega Twoja korzyść w przyszłości? Jakie wartości da Ci dzisiejsza konsumpcja w przyszłości i co to ma wspólnego z inwestycją?

Od 1 stycznia 2002 roku mamy nowe przepisy udoskonalające dotychczas istniejące prawo bilansowe. W zmodyfikowanej ustawie o rachunkowości jest praktyczna wykładnia tego, jak rozumieć inwestycje:

„[…] rozumie się przez to aktywa nabyte w celu osiągnięcia korzyści ekonomicznych wynikających z przyrostu wartości tych aktywów, uzyskania z nich przychodów w formie odsetek, dywidend (udziałów w zyskach) lub innych pożytków, w tym również z transakcji handlowej, a w szczególności aktywa finansowe oraz te nieruchomości i wartości niematerialne i prawne, które nie są użytkowane przez jednostkę, lecz zostały nabyte w celu osiągnięcia tych korzyści”8.

7 A. Rutkowski, Zarządzanie finansami, Warszawa 2003.
8 Ustawa z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości, Dziennik Ustaw Nr 152 —11760, poz. 1223.

A zatem:

  • konsumpcja nigdy nie była inwestycją,
  • konsumpcja to nie jest inwestycja,
  • konsumpcja nigdy nie będzie inwestycją.

Jak zgrabnie to ujęła Teresa Rutha:

„To mass media wskazują nowe praktyki, określają repertuar wyborów. Ludzie natychmiast nauczyli się zauważać różnice dotyczące ubierania, odżywiania, sprzętu domowego, spędzania czasu wolnego. Czerpią radość z nabywania i obcowania z różnymi przedmiotami. Konsumpcja stała się czynnikiem ułatwiającym rozpoznawanie grup społecznych dysponujących dużymi zasobami środków finansowych”9.

9 T. Rutha, Koncepcje psychologiczne człowieka a system wartości [dok. elektr.], http://www.szkolnictwo.pl/index.php/files/www. republika.pl/index.php?id=PU5880 [dostęp: 25.03.2011].

Dlaczego warto mieć pełną wersję?

800 tys – 1.5 mln – tyle warte jest planowanie finansów osobistych. Przydałaby Ci się taka kwota? Dlaczego planowanie finansów osobistych jest ważne? Przeciętny Polak zarabiający 3000–5000 zł traci 800 000–1 500 000 zł w swoim życiu.

Ta kwota to suma:

  • przepłaconych podatków,
  • przepłaconych odsetek,
  • kar finansowych,
  • nieodzyskanych odsetek od kredytów,
  • niezrealizowanych zysków z powodu błędnych decyzji finansowych

Dzięki planowi finansowemu możesz te pieniądze po prostu mieć! Drogi Czytelniku, Cieszę się i dziękuję Ci bardzo za to, że sięgnąłeś po tę książkę. Zrobiłeś najważniejszy krok — rozpocząłeś pracę nad swoją postawą. Chcesz pracować nad przyszłością i ją planować. Za mało się mówi w Polsce o przyszłości, a za dużo o przeszłości. Co ma większy wpływ na Twoje codzienne życie — Wielki Mistrz von Jungingen czy procent składany? A jak Ty sądzisz?

Jestem z przekonań humanistą i będę udzielał Ci porad tak, abyś jechał bezpiecznie do finansowej niezależności. Dlaczego o tym piszę? Bo nasza edukacja finansowa jest przeintelektualizowana. Uczy mądrych i niepraktycznych rzeczy, na dodatek metodami przestarzałymi.

Ta książka przybliży Ci wszystkie najważniejsze aspekty budowania zamożności i niezależności finansowej. Bo jest to rzecz możliwa do osiągnięcia. Jak mawiał Abraham Lincoln — każda praca jest do wykonania, jeżeli rozłoży się ją na małe odcinki. Tu przejdziemy przez wszystkie te odcinki, które mają znaczenie w życiu codziennym i wywierają wpływ na niezależność finansową.

Dr Andrzej Fesnak

Pełną wersję publikacji zamówisz na stronie: Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej

Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej (1)

Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej
Jak planować finanse osobiste ?

Artykuł jest fragmentem publikacji Andrzeja Fesnaka Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej

Jaka jest nasza postawa?

Jakiej postawy uczą nas w szkole?

Wiedzę finansową można wynieść z domu lub ze szkoły. Ale czego mają nauczyć rodzice, skoro sami uczyli się również w takiej samej szkole? Uważam, że edukacja szkolna nie przygotowuje nas do życia finansowego. Należałoby dużo poprawić w tej kwestii, ponieważ szkoły nie przygotowują do tego, jak posługiwać się pieniędzmi. Nikt nie uczy, jak rozwiązywać problemy finansowe — za to uczy finansowej algebry zgodnie z modelem z XIX wieku. Mimo postępu w tej materii — komputerów finansowych, o których jeszcze będzie mowa, ani nasze szkoły, ani uczelnie nie uwzględniają stanu dzisiejszej techniki w nauce finansów.

Z tego też powodu brak jest szerokiej edukacji na temat roli procentu składanego w życiu człowieka. Brakuje wiedzy, jak funkcjonuje procent składany zarówno w inwestycjach, jak i w długach. Innymi słowy, niewielu wie, jak procent działa. I Ty, Czytelniku, pewnie też nie wiesz, jak sobie obliczyć, jakie efekty daje regularne inwestowanie, ani jakie spustoszenie powoduje określone oprocentowanie kredytu.

Nie wiesz, ponieważ zapewne nikt Cię tego nie uczył. A jeżeli uczył, to pokazywał wzory finansowe, zamiast używać komputera finansowego. Nie ma wzorów kształcenia dzieci ani młodzieży w zakresie pieniędzy.

Istnieje raczej niska kultura pieniądza. Nie ma też pozytywnych wzorów tworzenia zamożności. Szczególnie brakuje zwyczaju planowania zamożności i tworzenia planów finansowych.

Niniejszy przykład szkolnej sytuacji sprzed kilku lat jest niestety prawdziwy. Jest on symbolicznym przykładem podejścia, jakie ma nasze społeczeństwo do pieniędzy i edukacji finansowej. Jaśminka — 12-letnia córka pewniej doradczyni finansowej — nauczyła się posługiwać komputerem finansowym HP10BII.

Nauczyła się przeliczać wartość pieniądza w czasie — procent składany, a także dyskontować. Na lekcji wychowawczej wychowawczyni klasy powiedziała dzieciom, że muszą się dobrze uczyć, bo nie będą miały pracy. Wywiązał się dialog między uczennicą i wychowawczynią:

U: A czy gwarantuje mi pani, że dobre oceny pozwolą mi dobrze zarabiać?

W: A co ty sobie wyobrażasz, ile chciałabyś zarabiać?

U: W pani wieku to ja chciałabym mieć już milion.

W: Czy w ogóle wiesz, co ty mówisz, zdajesz sobie sprawę, ile to jest pieniędzy?

U: Tak, to bardzo proste, pani ma teraz 40 lat, ja 12, czyli mam 28 lat czasu. Żeby mieć milion po 28 latach, wystarczy policzyć (wyciąga komputer). 1 000 000 Za 336 miesięcy, to przy 10-procentowej stopie zwrotu trzeba odkładać miesięcznie 541 zł i 76 gr. To wszystko.

W: Co ty tam masz, daj to tutaj, co to za zabawka, skąd takie głupoty wyliczasz?

U: To nie jest zabawka, tylko komputer finansowy, tym można liczyć, ile inwestować i jakie to daje efekty. Każdy może się tego nauczyć. To proste. Wystarczy inwestować niecałe 600 zł.

W: Czy ty wiesz, o czym mówisz? Nauczyciel zarabia 1300 zł! Jak ma odkładać prawie połowę pensji. Z czego ma żyć?

U: Przecież pani się dobrze uczyła i skończyła studia, to dlaczego tak mało pani zarabia?

W: Proszę natychmiast mi to przynieść tutaj i za złe zachowanie masz przyjść jutro z mamą do szkoły, a ja wpisuję ci uwagę do dzienniczka.

U: I to ma mnie nauczyć zarabiania? Ja nie chcę mieć tak jak pani, tylko lepiej.

W: Koniec dyskusji, jesteś bezczelna, dostajesz pałę za złe zachowanie i twoja mama ma przyjść na rozmowę ze mną. Wtedy oddam jej twoją zabawkę i masz zakaz przynoszenia jej do szkoły. Masz mnie przeprosić i koniec dyskusji.

U: Za co?

W: Siadaj i milcz! Jutro z mamą do szkoły! Wypraszam sobie bezczelne zachowanie!

Ten przykład pokazuje kilka aspektów związanych z edukacją finansową realizowaną w szkołach:

  • Nauczyciel wie lepiej i nie może się niczego nauczyć od ucznia.
  • Brak wiedzy finansowej jest utożsamiany z atakiem na godność osobistą.
  • Nie ma wzorów związanych z zarabianiem pieniędzy, są tylko wzory związane z dobrym uczeniem się.
  • Zamożność jest z góry odrzucana jako niemożliwa do osiągnięcia.

Drugi dialog udało mi się przeprowadzić samemu na czacie ze studentką. Jest on moim zdaniem konsekwencją tego, czego uczy szkoła. Porusza ponadto inne interesujące aspekty kultury pieniądza oraz inteligencji finansowej.

800 000-1 500 000 zł – tyle możesz zyskać na planowaniu finansów osobistych. Przydałaby Ci się taka kwota? :) »

Andrzej Co studiujesz?

Studentka Pedagogikę.

Andrzej A specjalizacja?

Studentka Wczesnoszkolna.

Andrzej Wiesz co?

Studentka Tak?

Andrzej Pieniędzy to na tym nie zrobisz.

Studentka Wiem.

Andrzej Czy to pasja, czy tylko formalność?

Studentka Nie, to nie formalność.

Andrzej Pomyśl o czymś, co ci da szansę na zarabianie.

Studentka Wolę przyjemność.

Andrzej Myślisz o seksie?

Studentka Nie, o tym, że ta praca to przyjemność.

Andrzej Jeszcze większa jak dobrze płatna. Potrzebujesz
ok. 8000 zł miesięcznie.

Studentka Po co mi aż tyle?

Andrzej Bo pracę się miewa, a nie ma.

Andrzej Z czego chcesz inwestować, żeby być niezależną? Czy całe życie chcesz tylko pracować za marne pieniądze?

Studentka Nie, od pieniędzy mam chłopaka. Mam luksus, że mnie stać na pracę dla przyjemności.

Andrzej Nie słyszałaś nigdy o rozwodach? Masz gwarancję, że zawsze będzie chciał być z tobą? A jak znajdzie taką samą jak ty, co zarabia 8000 zł?

Studentka Wtedy go mogę do sądu podać o alimenty.

Andrzej I za 300 zł zaszalejesz?

Studentka Nie, alimenty na żonę są „durzo wyrzsze” (pis.
oryginalna), zwłaszcza z jego zarobkami.

Andrzej Nie bądź naiwna, alimenty na babę? A co
to, nie masz rąk do pracy?

Studentka Czekaj, czekaj, pracować to ja będę.

Andrzej To jakie alimenty na żonę?

Studentka Widzisz, poza tym studiuję jeszcze jeden kierunek — praca socjalna — i prawo rodzinne znam świetnie.

Andrzej I swoją przyszłość finansową chcesz oprzeć na ewentualnych alimentach zamiast na własnych inwestycjach?

Studentka Wiesz co, nie chce mi się już gadać z tobą. Nie lubię, jak ktoś mi się wtrąca w moje życie.

Andrzej Dzięki za rozmowę, pozostań tak mądra, jak jesteś. Buduj swoją przyszłość na przyszłych alimentach.

Andrzej Jesteś nad wyraz inteligentna socjalnie i pedagogicznie, ale twoja inteligencja finansowa?

Studentka Spadaj.

Z postawy wynika jasny wzór kulturowy dotyczący pieniędzy:

  • Studiuję dla przyjemności i nie łączę studiów z zarabianiem w przyszłości.
  • Na pieniądzach się nie znam i nie zamierzam.
  • Od pieniędzy jest mężczyzna.
  • Znam się na prawie rodzinnym i jak mężczyzna mnie porzuci, to go będę nękać.
  • Lepiej opierać swoją przyszłość finansową na alimentach niż własnych pieniądzach.

Oczywiście powiesz, Drogi Czytelniku — przypadek. Uczepił się dwóch nieistotnych faktów i dorabia do tego filozofię! Zastanów się zatem i powiedz sam — jakich sytuacji mamy w społeczeństwie więcej:

Nauczyciele w Polsce chętnie się uczą o finansach – Zachowanie jak w podanym przykładzie

Jeżeli uczeń ma pytania finansowe, nauczyciele chętnie odpowiadają -  Zachowanie jak w podanym przykładzie

Jeżeli pojawia się możliwość opanowania komputera finansowego, nauczyciele chętnie to robią – Zachowanie jak w podanym przykładzie

Nauczyciele są świadomi różnicy pomiędzy dobrą nauką a dobrym zarabianiem – Zachowanie jak w podanym przykładzie

Nauczyciele przekazują wiedzę dzieciom, jak zarabiać – Zachowanie jak w podanym przykładzie

Kobiety garną się do finansów, aby być partnerem – Zachowanie jak w podanym przykładzie

Kobiety budują niezależność finansową samodzielnie – Zachowanie jak w podanym przykładzie

Kobiety wolą być niezależne finansowo niż zdane na alimenty – Zachowanie jak w podanym przykładzie

Wykorzystywanie finansowe nie zdarza się – Zachowanie jak w podanym przykładzie

itd…

A zatem, jak sam widzisz — przed nami orka na ugorze. Dużo jeszcze musi się wydarzyć, aby planowanie finansowe zawitało pod strzechy. Zanim pojawi się właściwa kultura pieniądza z pozytywnymi dla wszystkich wzorami, popłynie jeszcze rzeka alimentów, a nauczyciele długo jeszcze będą realizować stare sposoby działania.

Wiedzę finansową musisz zdobywać samodzielnie, aby korzystać z niej, dzielić się nią w rodzinie i przekazywać własnym dzieciom.

Ważne terminy

  • Wiedza finansowa
  • Wzory dobrego uczenia się
  • Wzory zarabiania pieniędzy
  • Kultura pieniądza

Ad futuram rei memoriam…

  • Jak odpowiesz — łatwiej zapamiętasz i nauczysz się lepiej!
  • Jak rozumiesz wiedzę finansową?
  • Co mówią wzory dobrego uczenia się?
  • Jakie znasz pozytywne wzory zarabiania pieniędzy ze szkoły?
  • Jak rozumiesz kulturę pieniądza

Dlaczego warto mieć pełną wersję?

800 tys – 1.5 mln – tyle warte jest planowanie finansów osobistych. Przydałaby Ci się taka kwota? Dlaczego planowanie finansów osobistych jest ważne? Przeciętny Polak zarabiający 3000–5000 zł traci 800 000–1 500 000 zł w swoim życiu.

Ta kwota to suma:

  • przepłaconych podatków,
  • przepłaconych odsetek,
  • kar finansowych,
  • nieodzyskanych odsetek od kredytów,
  • niezrealizowanych zysków z powodu błędnych decyzji finansowych

Dzięki planowi finansowemu możesz te pieniądze po prostu mieć! Drogi Czytelniku, Cieszę się i dziękuję Ci bardzo za to, że sięgnąłeś po tę książkę. Zrobiłeś najważniejszy krok — rozpocząłeś pracę nad swoją postawą. Chcesz pracować nad przyszłością i ją planować. Za mało się mówi w Polsce o przyszłości, a za dużo o przeszłości. Co ma większy wpływ na Twoje codzienne życie — Wielki Mistrz von Jungingen czy procent składany? A jak Ty sądzisz?

Jestem z przekonań humanistą i będę udzielał Ci porad tak, abyś jechał bezpiecznie do finansowej niezależności. Dlaczego o tym piszę? Bo nasza edukacja finansowa jest przeintelektualizowana. Uczy mądrych i niepraktycznych rzeczy, na dodatek metodami przestarzałymi.

Ta książka przybliży Ci wszystkie najważniejsze aspekty budowania zamożności i niezależności finansowej. Bo jest to rzecz możliwa do osiągnięcia. Jak mawiał Abraham Lincoln — każda praca jest do wykonania, jeżeli rozłoży się ją na małe odcinki. Tu przejdziemy przez wszystkie te odcinki, które mają znaczenie w życiu codziennym i wywierają wpływ na niezależność finansową.

Dr Andrzej Fesnak

Pełną wersję publikacji zamówisz na stronie: Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy, działając inaczej